Szanse na to ostatnie nie wyglądają, delikatnie mówiąc, rewelacyjnie, jako że 5 złotych polskich za małą butelkę to niestety typowa cena, od Tokio do Londynu. Szanse na poprawę smaku produktów Lecha wyglądają nieco lepiej, pod tym wszak warunkiem, że Japończycą zdecydują się na bardzo potrzebne, zdecydowane działania - w końcu był kiedyś Lech w stanie wywarzyć jedno z ciekawszych wielkoseryjnych piw polskich czyli "Dog in the Fog". Inna sprawa, że Lech spaprał wówczas promocję tak totalnie, że dziś mój znajomy z branży reklamiarskiej, zamiast staropolskiego "z wielkiej chmury mały deszcz", mówi krótko a dosadnie: wtopa jak Dog in the Fog - co, przyznajmy, pozostaje w stosownym klimacie meteorologiczno-metaforycznym.
Wiem też z niepewnego źródła, że kiedy szef Asahi usłyszał o cieniastym piwie z colą to nie wyrobił i puścił pawia, co może być dobrą wróżbą dla piwoszy, a złą dla opisanej wyżej abominacji.
Zamiast przecudowanej (nie mylić z "przecudną") reklamy
Dog in the Fog, logo niedoszłej, kalifornijskiej wytwórni filmowej
FogDog Films, która też, najwyraźniej, zaginęła w mgle historii. Klątwa żółtego psa?
Dla odmiany, zamiast niedopitych, kujonowatych macho z krainy Wyrka i podrabianych baców z Tamter - tajska reklama Asahi SuperDry, piwa par excellence.
Wszystkich wielbicieli piwa pozdrawiam z umiarkowanym optymizmem! ;-)
_____________
PS. Pewnie, że małe, lokalne browary są najlepsze. To się rozumie samo przez się. ;-)

