piątek, 15 lipca 2016

Nicea a chomik polski.


19 kwietnia 1995 roku, Timothy McVeigh wprowadził wyładowaną materiałem wybuchowym ciężarówkę na parking dostawczy przy kompleksie budynków rządowych w Oklahoma City. Odpalił lont, wysiadł, zamknął samochód, wyrzucił kluczyki  i spokojnie odjechał podstawionym wcześniej Mercurym Grand Marquis '77. W zamachu zginęło 168 osób, 680 zostało rannych. McVeigh określił się później jako wierzący, niepraktykujący katolik i wyjaśnił, że chciał odpłacić rządowi USA za atak na ufortyfikowaną farmę zmilitaryzowanego odłamu adwentystów w Waco.
Dwadzieścia lat później, FBI nadal z uwagą bada działalność organizacji Chrześcijańska Tożsamość, związanej z radykalną prawicą, klanem i gangami więziennymi, i podejrzanej o współudział w szeregu zamachów terrorystycznych.

Oklahoma City, strażak Chris Fields wynosi z 
płonących ruin ciało Baylee Almon.
Fot. Charles Porter/ZUMA

Trawestując nieznanego mi, a cytowanego przez Amandę, hodowcę chomików i ogierów: jedyna droga to delegalizacja rzymskiego katolicyzmu jako zbrodniczej doktryny politycznej. Przy okazji także adwentystów i w ogóle reszty chrześcijaństwa.

W tym samym roku 1995 japońska sekta Aun Shinrikyo, wywodząca swą doktrynę z buddyzmu tybetańskiego i hinduskiego, przeprowadziła atak gazowy w tokijskim metrze, zabijając 12 osób, trwale okaleczając 50, i raniąc prawie 5000. 
20 lat później BBS, ekstremistyczne ugrupowanie syngaleskich buddystów, przeprowadza ataki terrorystyczne na muzułmańskie i chrześcijańskie zgromadzenia religijne w Sri Lance. 
Wypada raz jeszcze zacytować słynnego niewątpliwie (choć wciąż mi nieznanego) hodowcę ogierów i chomików: jedyna droga to delegalizacja buddyzmu jako zbrodniczej doktryny politycznej. A przy okazji hinduizmu i w ogóle reszty.

Zamach w Nicei jest tragedią, w której już straciły życie 84 osoby, a liczba ofiar może się jeszcze wydłużyć. I tak naprawdę, niewiele więcej wiemy. Wiemy, że zamachowcem był Mohamed Lahouaiej-Bouhlel, Tunezyjczyk, od 10 lat w miarę spokojnie mieszkający we Francji, pracujący jako kierowca i posiadający francuską carte de résident, odpowiednik polskiej karty stałego pobytu. To nieprawda, że był znany francuskim służbom specjalnym. W ubiegłym roku został na krótko aresztowany za to, że w napadzie drogowej agresji rzucił w innego kierowcę drewnianą paletą, za co dostał wyrok w zawieszeniu i nakaz czasowego meldowania się na lokalnym komisariacie. I nie, sprawcy aresztowani podczas częstej także i u nas drogowej agresji, nie są automatycznie przedmiotem dochodzeń służb specjalnych. (Choć minister Paszczak już pracuje nad odpowiednią interpretacją ustawy antyterrorystycznej). Wiadomo, że zamachowiec był w separacji z żoną, że nie był religijny, że cierpiał na depresję, którą próbował leczyć alkoholem (czyżby wątek polski? Polecam uwadze ministra Paszczaka). I to właściwie wszystko, co wiemy, na resztę trzeba poczekać.

Minister Paszczak pospieszył z triumfalnym obwieszczeniem, że Polska znalazłaby się w takiej sytuacji, jak Francja, gdyby nie zmiana rządu - wszak to cudowny pakiet ustaw , które tak bardzo nie podobały się gorszemu sortowi (w tym piszącemu te słowa sortowi najgorszemu), ma nam jakoby zapewniać bezpieczeństwo. Niby w jaki sposób np. dopuszczenie dowodów zdobytych nielegalnie, czy idiotyczny paraliż Trybunału Konstytucyjnego mają to bezpieczeństwo zapewniać, tego już minister Paszczak nie obwieścił. A sprawa jest prosta, Prezes pogrozi palcem i terroryści pękają. Ze śmiechu.

Sława i chwała dobrozmiennego dziejopisu, skrybalis Warzyszajs, zastanawia się, jak to możliwe, że żaden Francuz nie wskoczył na ciężarówkę i nie zatrzymał zamachowca. On, skrybalis Warzyszajs, na pewno by wskoczył i zatrzymał - z palcem w uchu. Wszyscy wiemy, że skrybalis Warzyszajs wprawdzie nienawidzi biegaczy, ale skoki na ciężarówkę trenuje regularnie, dzięki czemu mięśnie tak mu się już rozrosły, że chwilowo musiał wstawić mózg do zamrażalnika, bo zabrakło miejsca pod czachą. A te Francuzy to wiadomo, same multikulti kolorową kredką LGBT malowane, co też pięknie wyjaśnił minister Paszczak.

Mózg w lodówce się chłodzi i nie wezwiesz na pomoc szeryfa, więc nie ma co ze skrybalisem dyskutować. Możemy za to zobaczyć, jak jeden z tych wymiękłych francuskich multikulti LGBT podjeżdża motocyklem do ciężarówki zamachowca, próbuje wskoczyć na stopień i otworzyć drzwi. Życie to nie teatr, ani nie pensjonarskie fantazyjki Warzyszajsa. Człowiek, który na co dzień jeździ na motocyklu całkiem dobrze zdaje sobie sprawę z ryzyka. Zaryzykował - nie udało się - spadł pod koła ciężarówki. W szpitalu w Nicei na oddziale intensywnej terapii lekarze próbują utrzymać go przy życiu*. Mój ogromny podziw dla tego motocyklisty i szczera nadzieję, że nie przypłaci życiem swego, prawdziwego, bohaterstwa. Dla skrybalisa Warzyszajsa podziwu nie odczuwam.

Motocyklista próbuje powstrzymać zamachowca. 
Video Richard Gutjahr, ARD, za: USA Today.

Wiceminister Nijaki wtóruje starszemu rangą Paszczakowi i wyjaśnia wszem i wobec, że wszystkiemu winne jest multikutli, i że wszyscy, którzy się z nim nie zgadzali, mają go przepraszać na twitterze. Nie mam, niestety, konta na twitterze. A szkoda. Mógłbym poinformować wiceministra Nijakego w którym miejscu może psa w chudą, nieministerialną dupę pocałować.

Dlaczego Francja jest w tej chwili głównym, europejskim wrogiem państwa islamskiego? (I niby dlaczego miałbym to pisać dużymi literami?) Nie ma radykalnej różnicy między procentowym udziałem populacji muzułmańskiej we Francji, a w Niemczech. Nawet w Szwecji wygląda to podobnie. Ktoś na pewno przypomni tu Belgię, ale zamach belgijski miał oryginalnie być przeprowadzony we Francji, jego wykonanie zostało jednak przyspieszone i przesunięte do Brukseli, ponieważ belgijskie i francuskie siły specjalne były coraz bliżej terrorystów. 

W propagandzie islamistów, mniej więcej przed dwoma laty, Francja wyraźnie awansowała na drugie miejsce najbardziej znienawidzonych krajów świata, zaraz po Stanach Zjednoczonych. Wiceminister Nijaki i minister Paszczak wiedzą doskonale, że to wyłącznie wina multikulti i LGBT! Pedalstwo się szerzy, i wszystko przez to. I, oczywiście, przez lewactwo. Nie zapominajmy o lewactwie! 
Naprawdę, gdyby głupota miała skrzydła...

Francja tymczasem od kilku już lat prowadzi dyskretną, zaskakująco skuteczną, i zakrojoną na ogromną skalę operację wojskową wymierzoną przeciw zapleczu islamistów w północnej części Afryki Środkowej, na południowych obrzeżach Sahary. Zasadniczym, kadrowym zapleczem islamistów jest część plemion tuareskich cieszących się cokolwiek szemranym wsparciem sudańskim. To na ich terenach - w praktyce niekontrolowanch przez żaden rząd - leży faktyczny ośrodek ruchu. To stamtąd próbowali rozszerzać swoje wpływy na południe, na Mali i Czad, i na północ, na pogranicze syryjsko-irackie i na obszar Libii.



Operacja Serval, patrol sił francuskich w Mali. Za: SOFREP

Francuzi, w ramach operacji Serval i Épervier, wspierani logistycznie i wywiadowczo przez USA i współdziałając ściśle z siłami rządowymi Mali i Czadu, zdołali odzyskać Markalę, Gao i Timbuktu, i nie dopuścli do przejęcia znacznych części Czadu przez bojowników FUC, którzy niezwykle chętnie szermują cytatami z islamu, będąc w większości zwykłymi bandytami. W 2014, po wypełnieniu celów, obie operacje zostały zakończone. Dopiero teraz jednak zaczęły się faktyczne problemy islamistów z Francuzami, gdyż ci rozpoczęli daleko bardziej ambitną operację Barkhane, której celem jest przywrócenie stabilnych struktur władzy na całym obszarze Sahel, od Senegalu po Erytreę, co dopiero stworzy logistyczne możliwości ewentualnego "oczyszczenia" południowej Sahary i rozbicia faktycznego zaplecza islamistów.


Dyslokacja sił francuskich w rejonie Sahel, 2014. 
Za: France24.


Jesteśmy wszyscy tak wielkimi specjalistami w sprawach konfliktu w Syrii i Iraku, wszechwiedzącymi ekspertami od islamistów, że nie mamy czasu zawracać sobie głowy faktycznym rozkładem sił w regionie, o którym nikt nie wie, gdzie to do cholery jest. Co dopiero mówić o rozważaniu skali konieczych działań. W sumie jedyną osobą na polskiej prawicy która w ogóle słyszała o Timbuktu, jest prawdopodobnie Janusz Korwin Mikke - ów chętnie nam wyjaśni, że to taka konwencja w brydżowej licytacji. I jeszcze doda wzorem hodowcy chomików i ogierów, że trzeba natychmiast itd...

Francuskie zaangażowanie w tamtym rejonie rozpoczęło się jeszcze za Sarkozego. Hollande, mimo zupełnie odmiennych pozycji politycznych, ani się nie wycofał, ani nie zmniejszył obecności francuskich wojsk, wręcz przeciwnie - zadecydował o rozpoczęciu operacji Barkhane. Po prostu dlatego, że nikt nie wymyślił lepszej metody, i że ta, choć kosztowna i niebezpieczna jak cholera, po prostu działa. 

A tu jakiś ***** ****** (nawet jak na mnie, to się nie nadaje do napisania) oskarża Francuzów o tchórzostwo.

Swoją drogą niedosyt informacji medialnych o operacjach francuskich wynika w znacznej mierze z faktu, iż dziennikarze, poza kilkoma starannie nadzorowanymi wyjątkami, nie dostali zgody na wstęp na teren bezpośrednich działań. I słusznie, powiem szczerze. Siły francuskie na tym terenie to głównie Legia Cudzoziemska, spadochroniarze i komandosi marynarki. Francuzi mają powody, by specjalnie nie nagłaśniać ich działań - jeśli ktoś miał okazję przeczytać znakomitą, a prawie nieznaną (a dziś chyba niedostępną) książeczkę Pierre'a Leulliette'a, Święty Michał i Smok, wie dlaczego. Jeśli nie miał, niech przeczyta, bo warto.
W każdym razie, z tych właśnie, nieco tajemniczych powodów, w zasadzie tylko jedna część społeczeństwa francuskiego zdecydowanie protestuje przeciw tym działaniom - mianowicie skrajna lewica, do której rzeczywiście można odnieść termin "lewacy". Paradoksalnie, efektem spełnienia żądań francuskich "lewaków" byłoby zdjęcie Francji z celownika islamistycznej propagandy i wyraźnie zmniejszenie zagrożenia. Oraz wprowadzenie niewolnictwa i rządów terroru na rozległych obszarach Afryki. Ale to już skrajnej lewicy nie przeszkadza - wola ludu.

Pozostaje już tylko powtórzyć za Amandą komentarz wybitnego hodowcy chomików i ogierów (wyrażając zarazem nadzieję, że on ich nie próbuje krzyżować dla uzyskania chomigierów...) 
Miał na imię Mehmet i był wyznawcą religii pokoju islamu. To że mój chomik mieszka w stajni nie oznacza że jest ogierem. Skończcie z tą lewacka poprawnoscia polityczna. Jedyna droga to delegalizacja islamu jako zbrodniczej doktryny politycznej.  

Nie, nie. Co on pisze.Raczej: jedyna droga to delegalizacja buddyzmu jako zbrodniczej doktryny politycznej.  
Zaraz, też nie to. Przecież jedyna droga to delegalizacja chrześcijaństwa jako zbrodniczej doktryny politycznej.
Ale w zamachu w Oklahoma City drugim sprawcą był niejaki Terry Nichols, zadeklarowany ateista!
Więc pozostaje już tylko: jedyna droga to delegalizacja wszelkiej religii i filozofii jako zbrodniczej doktryny politycznej.  (Poza zbrodniczością także za to, że przyprawiają o ból dupy, kiedy próbuje się je poważnie analizować). 
I nastanie okres powszechnej szczęśliwości.
Moment, czy taki okres kiedyś już przypadkiem nie funkcjonował?

Frank Frazetta, "Neandertalczycy", 1967 

Pozdrawiam wszystkich, bez szczególnej szczęśliwości...




PS.
Pisząc powyższy wpis ściągnąłem całkiem sporo z dwóch naprawdę dobrych opracowań:
Mark Juergensmeyer, Terror in the Mind of God: The Global Rise of Religious Violence, University of California Press, 2003
Walter Laqueur, The New Terrorism: Fanaticism and the Arms of Mass Destruction, Oxford University Press, 2000
To co się zgadza jest stamtąd, omyłki - to już moje.

___________________
*) Już po kilku dniach - w rzeczywistości były dwie próby zatrzymania ciężarówki i dopiero w połączeniu były one skuteczne. Motocyklistą z filmu powyżej jest Alexander Migues, który wskoczył na stopień szoferki i próbował otworzyć drzwi lub zbić okno. Gdy zamachowiec wymierzył w niego broń, musiał zeskoczyć - na szczęście, wbrew pierwszym relacjom, nie doznał poważnych obrażeń. Jego działania nie były jednak nadaremne, zamachowiec był zmuszony zwolnić, dzięki czemu ktoś inny, kierowca skutera,  wprowadził swoją maszynę pod koła ciężarówki, powodując jej dalsze zwolnienie i dając policji dodatkowe sekundy potrzebne na powstrzymanie sprawcy.