Chmurno, durno, nieprzyjemnie - śpiewał niegdyś Jan Kaczmarek w kabarecie "Elita", a ja, korzystając z niepogody, postanowiłem uporządkować zbiór rodzinnych starodruków na stryszku u Szanownej Babci. Tam to właśnie, całkiem nieoczekiwanie, odkryłem butwiejącą pod strzechą, między książką telefoniczną miejscowości Guslar Wielki a kolekcją przemówień Jana Piszczyka, zapoznaną, XIV Księgę Ojca Tadeusza, której proroczy fragment niniejszym, ku serc pokrzepieniu, zacytuję:
Sztuka żarcia widelcem, rzecz trudna przy zupie,
Znało ją podówczas wyłącznie Zadupie,
A i tu niezbyt wielu, Antoni próbował
Lecz jadł tylko co gęstsze, Bartosz w niej celował.
Co w NATO przy wieczerzy wnet pomiarkowano
I mu pomidorową do stołu podano.
Widelcem dziarsko machnął, złowieszczo zafiuczał,
A z oczu łacno zgadnąć - Francuza poucza!
(Z natowskiej delegacyi, choć od Karakala).
Mniej baczni pomyśleli: "Wziął Bartosz dopalacz".
Francuz przerażony za skronie się złapał,
Puścił pawia, odchrząknął i gorzko zapłakał:
"La soupe à la tomate ten widelcem łupie...
Dobrze mówił Sarcozy: 'Straszne to Zadupie!' "
______ PS. Ponownie - specjalne podziękowania dla +andres AndresYacht, dzięki któremu utwór ten został odnaleziony! ;-)
PPS. Tylko na blogu: bonus jesienny! Muzyczne podsumowanie obecnego kursu polskiej dyplomacji w słowach nieśmiertelnego Jana Kaczmarka:
Profesor Leguminka, reprezentujący w zgniłej jewropie Najlepszą Zmianę słynny kulturysta (specjalista od kultury to kulturysta, nie?) i wybitny kretyk IX muzy (specjalista od kretyki to przecież kretyk - tak mi, w każdym razie, powiadano? Czy może kretyn? Nie, z pewnością kretyk...), TEN profesor Leguminka więc, stanowczymi słowy potępił wyrodną działalność tzw. reżysera szkoły dla niepoznaki tylko nazwanej polską, zmarłego ostatnio (walcie się!) Andrzeja Wajdy, stwierdzając że to był niestety ale konformista z wyszczuciem chodliwości na cztery minus w porywach inteligencji.
Profesor Leguminka.
Portret rodzinny z wnętrzem (na dłoni).
Cztery minus! Nie to co plus. A co dopiero plus pięć set. A choćby i jedna seta.
Nie do końca łapiemy o co też chodliło profesorowi Legumince, ale rację Leguminka ma niewątpliwie, bo kto nie z nami ten gorszy sort, na pohybel i walcie się, zdeformowane invitriole!
Szczęśliwie, likwidację szkoły polskiej Rząd Nasz Ukochany zaczyna z wielką werwą od gimnazjów, a my możemy z politowaniem pomyśleć, że wciąż wegetują na tym łez Podolu upadłe, zdegenerowane kraje, w których najbardziej konserwatywna wytwórnia telewizyjna od lat już wielu opłaca i utrzymuje nawet nie oskarowych reżyserów, ale zwykłe, wyrodne lewactwo, które, pod pozorem działalności artystycznej dla młodzieży, bezwstydnie kąsa dobropańską dłoń wrzucającą co dzień wkładkę mięsną do lewackiej michy zupy, co się mu wcale nie należy!
Ale ja nie o tym. O dupre... depresji miało być.
A bo się wiara skarży na deprechę. Od Suwałk aż po Arranmore (more, Arran, more! - jak powiedziała bardzo towarzyska agentka do biskupa). A spierajom się, ża aż jak to kiedyś Andrzej Mleczko pięknie wyrysował : "twoja depresja przy mojej depresji jest doprawdy śmieszna!"
Taki sezon, taka moda. Żeli więc ktoś jeszcze depresji nie podłapał (wstyd i zacofanie!) to niech czym prędzej obejrzy filmik na końcu wpisu.
Chyba od czasów prehistorycznych (najstarsi górale początków nie pamiętają, osobiście zapytowywałem) produkuje bardzo konserwatywna wytwórnia Fox serial animowany The Simpsons. Twórcy serialu, w swych, za przeproszeniem, ruchliwych obrazkach, uparcie zakąszajom lewackom szczenkom tem renkem co jeich karmni najlepszymy ochłapamy, gdzie u nas by ich pogonili z TVP niczym Rosjanie Niemców jak kur... jak na Łuku Kurskim -ale to ta detadęcka Hameryka przecie, Paniedziejaszku!). Ostatnio szak ci twórcy przeszli ludzkie pojęcie a takoż samych siebie i poprosili niejakiego Banksego, podejrzanego osobnika, wyszczulonego na chodliwe minus cztersy i rzekomo najbardziej znanego dziś, brytyjskiego artystę graffiti, o wykonanie specjalnej czołówki do wyjątkowego odcinka.
Co się też stało.
Banksy za pośrednictwem tajnych współpracowników (!) odesłał plansze z projektami, Matt Groening, czyli sam autor Simpsonów, i jego zespół rozwinęli je w układ animacji, a bossowie z Foxa, niczym piersi pierwsi naiwni wszystko zatwierdzili, poczynając od kruka niosącego w dziobie smutnego szczura, przez billboard "Klaun Crusty teraz także na pogrzebach"(sic!), aż po stylizowane na otoczone szperaczami więzienie budynki stacji telewizyjnej FOX w finale. A to tylko te weselsze momenty.
A wy patrzcie, i płaczcie...
Pozdrawiam repre...dupre... depresyjnie! _________________ (PS. W trakcie produkcji odcinka nie skrzywdzono żadnego jednorożca.)