wtorek, 2 sierpnia 2016

Pocztówka znad morza


Kto ma wakacje, ten ma wakacje, a kto robi na masmix do sznytki, ten robi. W ramach roboty tym razem niedaleki kurs na północ, a że morze niedaleko, pomyślałem, żeby wieczorem na wędzoną rybkę i Černý Staropramen podjechać. Różni samozwańczy smakosze zaraz taaaakie pieprzniczki wyciągną, że im niby ciemne piwa do ryb nie konweniują (jak to niegdyś klasycznie moja praciotuchna, niewiasta wielkiej erudycji i wieczna wdowa po narzeczonym, niedoszłym prastryju - kawalerzyście, poległym w 39, świeć Panie nad jego duszą, powiadała).
Pieprzniczkami nie będziemy się za bardzo przejmować, pieprzniczki są od pieprzenia, tak jak... Tu muszę znacząco zawiesić porównanie, bo choć niedoszłemu prastryjowi niechybnie by się spodobało, to jeszcze mnie będzie praciotuchna straszyć po nocach (świeć Panie nad etc...)
Kto chce, ten niechaj słucha, kto nie chce, niech nie słucha, a Černý Staropramen do świeżo uwędzonego łupacza pasuje wprost rewelacyjnie, i niniejszym szczerze taką kombinację polecam.

A że te wszystki morza jakoś tam są podobno połączone, więc i ten maleńki porcik z trzema wyciągniętymi na plażę kutrami na krzyż (świeć Panie..) taki jeden nieco większy port jakoś mi tam przypomniał, i sympatyczny oczywiście niewątpliwie przekład, co to go niegdyś Wojciech Młynarski sporządził z piosenki Kuby Brela.




Jest port wielki jak świat,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
pieśni swe nucą tam,
jest jak świat wielki port,
marynarze w nim śpią,
jak daleki śpi fiord,
nim szum fal zbudzi go,
jest port wielki jak świat,
marynarze w nim mrą,
umierają co świt,
pijąc piwo i klnąc,
jest jak świat wielki port,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
nowi rodzą się tam...




Marynarze od lat
złażą tam ze swych łajb,
obrus wielki jak świat
czeka ich w każdej z knajp,
obnażają swe kły,
chcące wgryźć się w tę noc,
w białe podbrzusza ryb,
w tłusty księżyc i w los,
do łapczywych ich łap
wszystko spada na żer,
tłuszcz skapuje - kap, kap,
z rybich wątrób i serc.
Potem pijani w sztok
w mrok odchodzą spod wiech,
a z bebechów ich w krąg
płynie czkawka i śmiech...




Jest port wielki jak świat,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
tańce swe tańczą tam,
lubią to bez dwóch zdań,
lubią to bez zdań dwóch,
gdy o brzuchy swych pań
ocierają swój brzuch.
Potem buch kogoś w łeb
aż na dwoje mu pękł,
bo wybrzydzał się kiep
na harmonii mdły jęk.
Akordeon też już
wydał ostatni dech
i znów obrus, i tłuszcz,
i znów czkawka, i śmiech...




Jest port wielki jak świat,
co się zwie Amsterdam,
marynarze od lat
zdrowie pań piją tam,
pań tych zdrowie co noc
piją - grudzień czy maj,
które za złota trzos
otwierają im raj.
A dżin, wódka i grog,
a grog, wódka i dżin
rozpalają im wzrok,
skrzydeł przydają im,
żeby na skrzydłach tych
mogli wzlecieć hen tam,
skąd się smarka na świat
i na port Amsterdam....
I na port Amsterdam!



____________________________
PS. Kilka jest na jutubie wersji piosenki Brela, tę wybrałem ze względu na ilustrację, bo to aluzja jest przejrzysta do wpisu Andrzeja Jędrasika, któren mnie zdołował poniżej poziomu rosyjskiej łodzi podwodnej w Zatoce Fińskiej.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

4 komentarze:

  1. Czemu ja nie widzę tych trzech kutrów na krzyżu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to Krzyż Wielkopolski więc musiałbyś przez teleskop Bubla spoglądać... Jeno on jest chwilowo w złą stronę skierowany, ale ponoć pod wpływem m.in. aktualnej kampanii prezydenckiej NASA ma to zmienić.
      [img]http://i.imgur.com/7tpNC1i.jpg[/img]

      Usuń
  2. +Marlow

    Bardzo ładne zdjęcia, bardzo ładny Jacques...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merci Beaucoup!
      [img]http://i.imgur.com/kkrKuJo.gif[/img]

      Usuń