środa, 3 czerwca 2015

Platfusiowy Pamiętnik, czyli przerżnął Bronek, bo nie tępił Biedronek!

___________________________________

Mój Kochany Pamiętniczku!

Lato, lato, lato czeka! I nie, że Grzesiu Lato czeka z nadzieją na zwolniony właśnie stołek Sępa Blagiera (znaczy, to też, i życzymy mu najlepszego!), ale tak sezonowo, gryle i supermodne espadryle czekają, żubry obsikują  trawkę, luzaki rozkładają łomżaki, browarnicy szczodrze pieprzą w chmielu, zaś Bob Marley znowu przystąpił do dojenia samca żyrafy (jak ta marycha zbliża ludzi do przyrody...), no pięknie się robi!

Ciężka praca nad chrzanieniem ustaw wreszcie dobiega końca, Stefciu powoli odstawia Red Bóla i zaczyna delikatnie pieścić trzonek siatki na mole, Ewunia wkrótce wyciągnie Grzesiowi plażowy parasol z... ...futerału, Tomuś jeszcze tylko ostatnią defiladkę w zakrystii ks. Kardynałowi poprowadzi, zaś Mateuszek śmieszy, tuman,  i przestrasza tumani, przestrasza, i hulaj du**a, hulaj, woła!  (Dusza, znaczy się. Tak mi, przynajmniej, mówiono...).  A Radziu, nasz Radziu to już tak miał dosyć, że chciał dyskretnie te pare dub, dóp, dób urwać i już na wakacje wylatywał, ale mu poczucie winy zaciążyło okrutnie, że aż samolot z tego ciężaru nie mógł wystartować, i postanowił jeszcze do wakacji zostać (Radziu, znaczy, postanowił, chociaż samolot pewnie też, bo jakże tak bez Ordynata na Chyba-Linie wylatywać).

Tyle, że krótkie te wakacje, jak nie wiem co, i zaraz znowu kierat, trzeba w służbowe limuzyny siadać i tirówki kilometrówki obrabiać, a co najgorsze, wniosek o wyposażenie sali obrad w hamaki i poduszki utknął w korkach na drodze przetargu, niczym pan Kowalski przed bramką na autostradzie.
Szczęście to wielkie, że Starszyzna po rozum do głowy poszła, i postanowiła nas wszystkich do opozycji przenieść, by choć trochę w tym trudzie ogromnym ulżyć, bo co by nie mówić, to bezsensowna krytyka jest przecież znacznie łatwiejsza niż tworzenie mało sensownych ustaw...

Więc Ewunia już zapowiedziała, że teraz, to ona będzie mamma di tutti mamme i osobiście, z aksamitną rączką wew żelaznym nocniku, wszelkie decyzje podejmować będzie, aż do wyborów. Nie martw się, Pamiętniczku, wprawdzie osobiście i zaje zajefajnie, ale przecież bez tego zdrowego suportu  psiapsiółek się nijak nie da, no a psiapsiółki, cwane gapy, zaraz decyzyjność podzlecą, jak to mają we zwyczaju, czyli będzie jak zawsze, i bardzo dobrze.

Jak zawsze też w historycznych chwilach bywało, nasza platfusiowa młodzieżówka idzie w ślady dzielnej emerytki, pani Erki, co niegdyś sławetny List Stroskanej Platfusi do Kochanego Donalda wysyłała. Idzie młodzieżówka za babci przewodem i epistolografię ćwiczy, rozmaite cenne uwagi i dobre rady w listach  zamieszczając.

Że to jednak nie  babcie, a wnusie dziś piszą, więc Kochanego Donalda już w nich nie ma, ale za to jest tak bardziej młodzieżowo, hipstersko jest, o, tu że Hanka jest najlepszym prezydentem, tu że za Bronka banują w internecie, a tu, że Joanna z pod krzyża jest osobą o bardzo małym rozumku.  I od razu widać, że wnusio oczytany, Kubusia Puchatka zna na wyrywki, a że ortograficznie trochę konserwatywny (szak „z pod” odeszło na zasłużoną emeryturę w 1936), to przecie wpływ babci - i dobrze, bo się centrum w ten sposób rozciąga, aż do szpitala na peryferiach.

Przy tych wszystkich duserach, skarży się czytelnikom dzielny młodzian, że choć zawsze bronił Platfusiów ze wszech sił, już mu tych sił chwilowo zabrakło, albowiem pojechał do Brzegu, i osabł, kiedy zobaczył, ile tam biedronek.

STEFAN!!!

A nie, przepraszam - Biedronek! Biedronek!

I to właśnie za tę plagę, jakby to Stefciu powiedział, Coccinellidae, społeczeństwo obwinia Platfusiów, więc trzeba szybko spreje wyciągać i brać się do roboty! Do dwunastej biedronkom śmierć! Zara na Podhalu hu juhasi na redyku zawodzić zaczną:

Bronecku, Bronecku, byłbyś prezydentem...
Hej, żebyś te biedrony wytępił dedetem!

Juhasi, niestety, zawsze zawodzą w kluczowych momentach, za to słowa młodego Platfusia - święte!

Aż z tego wrażenia wziąłem, i wyguglowałem. Wyszło na to, że w Brzegu Biedronek jest rzeczywiście od cholery. Od cholery w kategoriach matematycznych równa się  „4”.

A w takim, za przeproszeniem, Poznaniu, wyobraźcie sobie Państwo, około 60 ich jest! (Trudno w takich ilościach to cholerstwo dokładnie policzyć, bo strasznie ruchliwe i spod lupy ucieka...).  Brzeg cieszy się znaczącą populacją – 38 tysięcy z brzega! Hurra!

Stolica Pyrlandii populacją cieszy się nieznacznie większą, a konkretnie to jest tych skąpiradeł 553 tysiące. Znaczy, wychodzi na to, że w Brzegu jedna Biedronka ma zadowolić 9500 mieszkańców. Buractwo! Za to w stolicy Pyrlandii pełna kultura - jedna Biedronka na 9200 starych portfeli... Od razu widzimy, że dopiero kiedy ruszymy się z tych metropolii, kilometrówkę trzaśniemy i popatrzymy, jak zacofana prowincja wegetuje, zobaczymy co się tam za zbereźności dzieją!

I tak mnożą się chrząszcze, krajobraz opylają, biedne mszyczki katują, wódę tanią sprzedają i to piwsko ohydne, jeszcze tańsze od tej wódy! No całe chamstwo tam się zaopatruje, z wrednym kundlem Marlowem włącznie, i w ogóle zwykły obciach i malowanie ptaka, a nie żadna Europa, Europa!
Co było do udowodnienia...
I pomyśleć tylko, że jeszcze niedawno sobie jaja z Kaczora waliliśmy, kiedy się w spożywczaku zgubił!

Praktyczną listę 10 porad oferuje także inny dziarski młodzieniec, "przedsiębiorca i magister ekonomii", jak się uprzejmie przedstawia, a jak mi znajomy gawron wyśpiewał, to wybitny specjalista w zakresie trenowania niedoszłych biznesmenów chcących zostać sagzesful byznesman. Trening osiągania sukcesu w biznesie przypomina mi popularne już w okresie międzywojennym ogłoszenia z sugestią: wyślij 5 złotych i zaadresowaną kopertę z naklejonym znaczkiem  na poniższy adres, a w zamian prześlemy Ci niezawodną instrukcję błyskawicznego zdobycia fortuny! Co wszak dowodzi jedynie, że taki biznesowy kocz (ang. coach), to zawód z bogatymi - nomen omen - tradycjami, w dodatku zajmujący ogromnie ważną niszę rynkową.

Wśród znakomitych porad specjalisty, istotne miejsce zajmuje propozycja natychmiastowego rozwiązania Senatu RP.

Oczywiście!  To jest to! Drugi postulat tego wyrzutka Kukiza! Bronek, natychmiast po porażce w pierwszej turze, zaczął realizować pierwszy, a my zaraz zrealizujemy drugi – z podobnymi wynikami!

Tak w ogóle, to jest bardzo słuszny postulat. Senat, powiedzmy to sobie szczerze, bruździ! Posły i Poślice, w trudzie i znoju, spieprzają kolejne ustawy, a panowie Senatorowie i panie Senatoressy, upierdliwie zgłaszają sklerotyczne poprawki, w dodatku wyobraźmy to sobie, w wielu wypadkach bezczelnie zgłaszają poprawki całkiem sensowne. Nie po to spieprzamy ustawy, żeby je ktoś naprawiał!
Oczywiście, nasz młody kocz (ang. coach) ma stosowne rozwiązanie. Zwalniamy senatorów, a na ich miejsce zatrudniamy tabuny prawników, chwilowo zatrudnionych przez młodego kocza do obliczania podatków. Prawników, bo księgowych kocz coś nie lubi, oj, jak nie lubi!  Co jest zrozumiałe, bo jak tu polubić kogoś, kto w dobrym towarzystwie wyciąga, za przeproszeniem, pierwiastki.

Miesięczne uposażenie senatora wynosi coś koło 9 kawałków. Dobry prawnik słysząc o takich stawkach uśmiechnie się znacząco... Oczywiście, nie warto zatrudniać dobrych. Zamiast jednego dobrego, bierzemy 50 kiepskich - w tym tych od młodego kocza, któremu nie będą już potrzebni. Zwiększy się też zatrudnienie, co nie jest bez znaczenia, gdyż druga rada sensacyjnego kocza dotyczy natychmiastowego zwolnienia gminnych księgowych. I to wredna potwarz, jakoby powodem był protest księgowej z Gądek przeciw biznesowym szkoleniom w gminie!

Z ironią o posmaku cykuty, retorycznie pyta młody kocz w zakończeniu swego arcydzieła: czy wiedzą Platfusie, ilu posłów odpowiedziało na jego list? Domyślamy się, że zero, i  pytamy młodego Kocza, czy wie, ile ustaw uniknęło kompletnego spieprzenia BEZ poprawek senatu?
(A nie, wredni ironiści, wcale nie "żadna", ta o świetach państwowych przeszła bez poprawek, o, i  jeszcze ta o upamiętnieniu!)

Wierny Dzienniczku!
Listy, listami, ale przecież samymi dobrymi listami to Poczta Polska jest wytapetowana! Na szczęście Rząd nasz... Rządzi! Rządzi, Rząd ukochany, rozświetlony postacią Ewy, bohatersko wiodącej go na barykady!

(Znaczy, w tej chwili to oni chyba z niewłaściwej  strony do tych barykad się zbliżają, ale to drobiazg bez większego znaczenia strategicznego.)

Wiem, z niepewnego źródła, iż najukochańszy z ministrów (ten od historii wojskowości), na ostatniej lewatywie zapytał wprost: Kochani! Wybory się zbliżają, jeśli chcemy zagwarantować sobie miejsca w opozycji, to powiedzcie proszę, jak zdołamy najszybciej i najmocniej wkurwić Kowalskiego (a także, pośrednio, panią Kowalską)?

Aż sam się, Dzienniczku, zastanawiałem!
Kolejna podwyżka akcyzy byłaby oczywiście najlepsza, ale ta jest chwilowo niemożliwa, bo już nawet Mateuszek zdołał się zorientować, że po następnej podwyżce akcyzy wpływy do budżetu będą miały charakter ujemny (co, w tym wyjątkowym wypadku jest, niestety, logicznie możliwe). Wprawdzie nasz niezawodny  Chris Osika coś tam przebąkuje jak nawalony o cenie minimalnej za jednostkę alkoholu, czyli tania wóda 60 złotych za połówkę (brawo!), jednak nie przesadzajmy, Kochany Dzienniczku, na ławy opozycji chcemy trafić, na ławy, nie na taczki!

No nie da się. Ch** d** i kamieni kupa! Skoro akcyzy się nie da, to co robić!
Cud się zdarzył, i kolejny młodziniaszek znalazł rozwiązanie! Prawda to, co mówią, że idzie młode! (Idzie, podkreślam, NIE jedzie!)

Więc rozwiązanie jest takie, żeby  mandatem w niego, upierdliwego wyborcę, mandatem! Czym prędzej zlikwidujmy tolerancję 10 km przy fotogenicznych mandatach za przekroczenie prędkości!
Ruszy sobie Kowalski na wakacje, zapakuje do wiernej Skodziny żonę i dziatwę własną tudzież dziatwę sąsiada (tego ostatniego Kowalski wiedzieć nie musi, a my go nie będziemy denerwować, skoro prowadzi). W dal ruszy, gdzie oczy poniosą, a konkretnie do byłego Domu Wczasowego FWP we Flądrach Małych. Pojedzie Kowalski wstęgą szos, miedzą pól złoconych (objazd z powodu remontu autostrady), a na krętej ścieżce poprzez las przekroczy tylko na moment, ale aż o kilometr, obowiązujące 25 na godzinę i...
200 obywalu! I mata szczęście, że to nie była Czysta, bo zapłacilibyście trzysta, plus utrata prawa jazdy na trzy pokolenia i kastracja sąsiada, i jak się potem będzieta rozmnażać?!
Kowalski przekroczy raz, przekroczy drugi, trzeci raz o kilometr przekroczy, i przecież w końcu się nauczy, kretyn jeden, na kogo ma NIE głosować!

Opozycyjność mamy jak na koncie u Franka Szwajcarskiego!

Plus, przy okazji, wspomniany młodziniaszek, niewątpliwie uroczy (choć na fotografiach ciut zaniedbany),  sławny warszawskiej politologii absolwent Sursum Corda, który zajmuje się w rządzie Tymi Sprawami jako wybitny specjalista od bezpieczeństwa ruchu drogowego (politologia, to chyba coś jak policja drogowa, nie?), ów młodzieniec wreszcie ma okazję się wykazać.  I nikt już nie zastanawia się jakim, do cieżkiej cholery, cudem trafił na to stanowisko??? Ważne, że interes jest w ruchu (drogowym), a ruch w interesie.

Tak, tak, Pamiętniczku! Tydzień temu staliśmy na skraju przepaści, a dziś uczyniliśmy śmiały krok naprzód!
Wkurwianie Kowalskiego mandatem za przekroczenie szybkości o 1 km na godzinę jest wielkim krokiem we właściwym kierunku, ale nie jest to krok ostatni, mój Drogi Pamiętniczku! (A co, stać mnie na drogi pamiętniczek, Moleskine Gładki Donald XL, 65 zł sztuka! Nie dla psa wyborcza kiełbasa, biedronkożerna hołoto!).

Parę mandatów może przecież nie wystarczyć. Rząd musi sobie zadać tradycyjne  pytanie: co by tu jeszcze spieprzyć, panowie – i panie, pani Premiero, panie Ministry – co by tu jeszcze?


O, jakie to szczęście, że jest jeszcze Tomuś, niezawodny, najlepszy z Czterech Pancernych i Zapachu Psiej Sierści, on zawsze coś wymyśli! On już nawet wie: trzeba, czym prędzej, zaspokoić arcybiskupa i całą resztę tego całego Episkopu! Mamy religijne święto, zaraz im armię na plebanie podeślemy!

Wszyscy wiedzą, że od zaspokajania członków Epidiaskopu jest obecna opozycja, więc teraz my im tego żołnierza wstawimy. Między członki! Tam już tylko zawodowego żołnierza brakuje, nie?

Wszyscy też wiedzą, że kiedy byłemu Prezydentowi Stolicy Krainy Podziemnej Pomarańczy zaczęły sondaże lecieć na zbity pysk, ów czym prędzej poszedł po rozum do stosownej części ciała, i zaczął napastować lokalnego biskupa niedwuznacznymi propozycjami.
Nachodził go, a nachodził.
- Może jakiś antyreligijny spektaklik zdejmiemy, Wasza Emisjo? 
- Może tych świntuchów z teatru pognamy, o, Przejelebny?

Czy podziałało? Bez pudła!

Biskup, bidok, wprawdzie z tego zażenowania już nie wiedział, którą stroną się do kandydata odwracać, ale podziałać, podziałało, i jest już Pan Prezydent byłym prezydentem, i teraz, porankami, dla rozrywki, podkopuje ziemniaka, a wieczorami brylantuje na najlepszych salonach Mosiny...

Sam widzisz, Mój Dzienniczku, będzie dobrze! Wygodne, opozycyjne ławy czekają!

Niech no tylko wyborcy zobaczą, co my im jeszcze wypichcimy przez te kilka miesięcy!





7 komentarzy:

  1. Jesteś bezkonkurencyjny :) A ten ciężar winy , którego nawet samolot nie udźwignął to ....rewelacja! Musze rozpropagować wśród znajomych- oni już do nowego prezydenta się modlą, więc bardzo im się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. +Marlow

    :D:D:D No i proszę o ukochany ciąg dalszy .

    OdpowiedzUsuń
  3. +poganka He, no jakaś przyczyna musiała przecież być, że aż się oderwać nie mogli. Najpierw myślałem, że to zbiorowy przyrost masy, ale to nieładnie jakoś brzmi, zupełnie, jakbym robil aluzje do koryta, nie?
    ;)
    A tak, przynajmniej wiadomo, że to rozbudowane poczucie odpowiedzialności!

    +Amanda Ray Ech... Mam nadzieję, że w najbliższym czasie jednak nie... Ja naprawdę wolałbym sobie usiąść przy jakimś sympatycznym trunku i fajce, i napisać tekst o czymś ciekawszym (o tych greckich Meteorach, np., byśmy mogli wrażenia porównać! ) ale co zrobić, gdy człowieka wkurzają?

    Teraz czytam - to pogłoska jest, ale oparta na dość solidnych podstawach - że najwybitniejszy krytyk artystyczny tego kraju, magister ekonom Janusz Piechociński, nie dopuścił do ekspozycji w polskim pawilonie na mediolańskim expo "Ostatniej Wieczerzy" Świeszewskiego, bo ta, cytuję (i to jest rzeczywisty cytat z jednego z urzędników pilotującego całą sprawę Ministerstwa Gospodarki (kierowanego przez najwybitniejszego krytyka), najwyraźniej powtarzających opinię "z samej góry":
    _obraża uczucia Najwyższego_...



    A najlepsze jest to, że Świeszewski, za TEN dokładnie obraz, dostał nagrodę Episkopatu!
    Powiedzcie, jak można w takim kraju pisać normalne teksty???

    OdpowiedzUsuń
  4. +Marlow

    Ta sytuacja z Ostatnią Wieczerzą obrazuje "stan umysłów państwa" i mam nadzeję, że przyczyni się do tego, aby PSL przeszła do historii anagdoty i humoru (oraz pożarnictwa).
    Moim skromnym zdaniem obraz doskonały warsztatowo i powinien reprezentować Polskę na EXPO , jako ta część naszego kulturowego dziedzictwa wnoszona w dziedzictwo światowe. No i rzecz jasna zarazem reklama polskiej sztuki, której nie należy się wstydzić, bo wstydzić to się można jedynie za Piechocińskiego, który po prostu nie nadąża, bo tematu ignorancji nie będę rozwijać. Po prostu wstyd!

    Podsumuję mad Blake'm, bo analogia nasuwa mi się w oczywisty sposób (Wielki Czewony Smok i Niewiasta Obleczona w Słońce) "TO CO WIELKIE, JEST NIEUCHRONNIE UKRYTE PRZED SŁABYMI. TO CO OCZYWISTE DLA IDIOTY NIE JEST WARTE MEGO ZACHODU". -:)-:)-:)

    OdpowiedzUsuń
  5. +Amanda Ray Dokładnie. Niezły obraz, całkiem ciekawy pomysł, w dodatku do Mediolanu przecież pasuje, jak jasny gwint!
    Mediolańczycy, świetni ludzie, z ogromym poczuciem humoru - także autoironii, więc to byłby prawdziwy hit.
    Ale zamiast tego mamy, niestety, dobry przykład tego, co w PSLu najgorsze...

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne, ale do mas internautów chyba nie trafi. Nie chciałbyś uruchomić licznika odwiedzin, żeby zobaczyć ilu ludzi jeszcze interesują tak wykwintne teksty?

    OdpowiedzUsuń
  7. +Henryk Bo to zupełnie inny gatunek!
    [img]http://i.imgur.com/WMlL6pe.jpg[/img]
    To w kwestii mas, znaczy. ;-)

    Co do licznika - to nie jest zły pomysł, i pewnie tak zrobię. W tej chwili mam ogólny obraz aktywności generowany przez Google+ i Bloggera, i wygląda na to, że większość czytelników zagląda tu z Ziemianki, via mój profil w Google+. Sądząc z danych,na profilu przepływ zaglądających jest znacznie wyższy niż niegdyś w Newsweeku (zjawisko, które mnie potężnie zaskoczyło!)

    Fakt, nie przekłada się to na komentarze (mimo, iż nie są ani blokowane, ani moderowane).
    Tylko że, tylko że...
    Mam wrażenie, że czytelnicy, którzy z własnej woli zaglądają na społeczność, i z niej trafiają - wiedząc, czego mogą się spodziewać - na nieco bardziej rozbudowane teksty blogowe, mają tendencję do zachowywania "harmonii, wieczną uświęconej ciszą".
    [IMG]http://smileys.emoticonsonly.com/emoticons/p/ponder-1378.gif[/IMG]
    Prawdę mówiąc - sam też tak robię - zaglądam, czytam, i nie komentuję (choć może czasem by wypadało...)

    Zupełnie inaczej wygląda sprawa w wypadku tych portali, których blogi są połączone bezpośrednio z wiadomościami - WP, Wyborcza, Onet, czy ostatnio NaTemat. Tam, czytelnicy przechodzący mechanicznie od wiadomości, do wpisów blogowych, wydają się bardziej skłonni do pozostawiania komentarzy.

    OdpowiedzUsuń