poniedziałek, 23 listopada 2015

Szpital na Papeteriach

W znanym i lubianym cyklu 

Trybunał bez wyobraźni, albo Powrót do przeszłości

przypominamy dziś, cudem odnaleziony,

 fragment scenariusza popularnego serialu.


Odcinek 12,999

Ujęcie postaci w trzech czwartych: dr Andrasko, szef Oddziału Nerwowej Chirurgii Szpitala na Papeteriach, kończy dyżur i porządkuje ołówki w kubeczku. Nagle w progu gabinetu staje wylękniona panna Justysia, ubrana na ludowo - w podrdzewiałą zbroję po dziadku. Morde... modre oczęta przesłania prosta opaska.

- Co pani jest? - pyta żartobliwie dr Andrasko. (W tle śmiech publiczności.)

A baba...  Justysia na to łka tragicznie i głosem przerażonym woła:

- Czarno widzę, panie doktorze, czarno widzę! -

Wyraźnie zafrasowany dr Andrasko pociesza nieszczęsną (zob, szkic sceny):



Zmiana ujęcia.


Szeroki plan: gabinet dr Andraska, za oknem migoczą światła niewielkiego miasta, w tle słychać bicie dzwonów wzywających na różaniec. Dr Andrasko pochylony nad uśpioną Justysią.

Zbliżenie i przejazd kamery: pielęgniarka w kusej spódniczce, z podziwem w oczach spogląda na pracę nerwowego chirurga. który odwraca się ku niej z sympatycznym uśmiechem...






Pielęgniarka omdlewa z wrażenia.

Dramatyczna zmiana ujęcia.

Ujęcie półpostaci z obszernym tłem (zob. szkic): drewniana scena festiwalowa na rynku w Pertolcach. Na scenie ordynator Kačerek, promotor dra Andraska. Wśród burzy braw i gromkich okrzyków "niech żyje!", "jeszcze raz!" i "Kačerek, Pertolce baw!", ordynator z werwą prezentuje zgromadzonej publiczności arcydzieło muzyki biesiadnej we własnej, folkowej interpretacji.



Kurtyna, owacja na stojąco, cała sala tańczy, ale z szacunkiem, bo się może skończyć źle...


Dobranoc Państwu!

niedziela, 15 listopada 2015

Paryż za mszę dziękuje...

Henryk IV, w roku 1593, chcąc zapewnić sobie koronę francuską i święty spokój, za namową swej ulubionej kochanki, uroczej Gabrielli d'Estrées, wyrzekł się protestantyzmu i przeszedł na katolicyzm. Jak podaje gminna opowieść, decyzję swą wyjaśnił wygłaszając przy tej szczególnej okazji sławetne zdanie:

Paris vaut bien une messe (Paryż z pewnością wart jest mszy).

Które to wydarzenie całkiem nieźle ilustruje stosunek Paryżan do religii.

Dziś Paryż z pewnością nadal wart jest mszy, ale Paryż za mszę dziękuje - dziękuje, ale nie. A swą niechęć do świętoszkowatości  wyraża świetnym piórkiem Joanna Sfara, rysownika Charlie Hebdo.



JOANNSFAR, Instagram
(Fot. Gettyimages)

Tuż po zamachach, Sfar opublikował na Instagramie swój graficzny komentarz, który, moim prywatnym zdaniem, jest na tyle charakterystyczny dla sposobu myślenia Francuzów, i na tyle ważny, że warto go przytoczyć ku zabawieniu czytelników. Z zażenowaniem muszę wyznać, iż w pierwszej chwili pomyślałem, że przydałby się także ku pouczeniu wielce szanownej, polskiej klasy politycznej i takoż ku edukacji pięknych  przedstawicieli i szanownych przedstawicielek mediów, ale nie, to byłoby gadanie do obrazka (do świętego obrazka). Obie te znakomite grupy lepiej od Francuzów wiedzą, co jest dla Francuzów najlepsze, i w życzliwości swej nie wahają się Francuzów o tym informować (po polsku, bo francuska język ona trudna jest niesamowita).


________________________________



1. Francja to stary kraj, w którym kochankowie swobodnie obejmują się na ulicy.





2. Paryż jest naszą stolicą. 
Kochamy muzykę, bycie zawianymi, zabawę.




3. Od wieków miłośnicy śmierci próbowali pozbawić nas radości życia.





4. Nigdy im się nie udało!





5. Ci którzy kochają. Ci którzy kochają życie. 
Na końcu, to oni zawsze są zwycięzcami.





6. Ono jest piękne, to nasze motto Paryża.





7. Fluctuat nec mergitur - miotany falami, nie tonie. 





8. Przyjaciele z całego świata, dziękujemy za #prayforParis (módl się za Paryż), ale naprawdę nie potrzebujemy jeszcze więcej religii. Naszą wiarą jest muzyka! Pocałunki! Życie! Szampan i radość! #Parisisaboutlife  (Paryż to Życie!)





9. Terroryzm nie jest wrogiem. Terroryzm jest sposobem działania. Powtarzanie "prowadzimy wojnę", gdy brak nam odwagi by nazwać wrogów, prowadzi donikąd. Naszymi wrogami są miłośnicy śmierci. Zawsze tacy istnieli, w różnych przebraniach. Historia prędko zapomina. Paryż trwa i mówi miłośnikom śmierci: "A gówno!"






10. Ludzie, którzy dziś zginęli, wyszli z domów by żyć, pić i śpiewać. 
Nie wiedzieli, że w ten sposób wypowiadają wojnę.





11. Zamiast się dzielić (na lepszych i gorszych) powinniśmy pamiętać co jest ważne: nasz sposób życia.




12. Miłośnicy śmierci, jeśli Bóg istnieje, nienawidzi was. 
I już dawno przegraliście, jako na ziemi, tak i w niebie.




13. To znaczy: 
PIERDOLIĆ ŚMIERĆ!




wtorek, 3 listopada 2015

Czekając z Nadzieją

Z doniesień naszego rosyjskiego korespondenta, akademika P.Pawłowa.

Nieustraszony korespondent 75klicks od lat mężnie przemierza mroczne zaułki Moskwy. Wczoraj, uciekając przed milicją obyczajową ulewnym deszczem, schronił się w starej fabryczce słodyczy "Czerwony Październik", przy ulicy Błotnej 3 (oj, dali jej na poszanowanie zgodne z naturą nazwanie - zwłaszcza w sezonie jesiennym...), niedaleko Kremla i cerkwi Zbawiciela.

W gościnnych progach fabryczki, akademika P. Pawłowa przywitało radośnie uśmiechnięte dziewczę, dowcipnie żądające natychmiastowego uiszczenia opłaty w wysokości 430 rubli. Automatyczną reakcją P. Pawłowa było w tej sytuacji równie dowcipne odśpiewanie dawnego szlagieru "Chłopaki nie płacą!" - i z równie radosnym uśmiechem.
Niestety, w tym momencie u boku dziewczęcia stanął solidnych rozmiarów kiosk z kebabem, któremu radosny uśmiech najwyraźniej amputowano zaraz po urodzeniu, i którego, w ramach zadośćuczynienia za brak uśmiechu, zaopatrzono w podrdzewiałego kałaka.

W tych pięknych okolicznościach przyrody, korespondent nasz czym prędzej stosowną kwotę uiścił, i bardzo dobrze, bo dzięki temu dowiedzieliśmy się, iż w dziś nieczynnej już niestety fabryczce, mieści się, otwarty przed pięcioma laty, Cientr Fotografii imieni Bratiew Lumier.



A w Centrum, cóż za zbieg okoliczości, twała właśnie wystawa prac Elliotta Erwitta, jednak ku okrutnemu rozczarowaniu P. Pawłowa, dyplomowanego krytykanta sztuk pięknych i nienadzwyczajnych, zabrakło na niej dzieła życia amerykańskiego mistrza fotografii współczesnej, jego niezrównanego cyklu Dog Dogs (il. poniżej, a link do fotografii cyklu -> TUTAJ).




W tej sytuacji nasz  korespondent udał się na poszukiwanie wygódki  ciekawszych obiektów. Nie mogąc celu swych poszukiwań przez czas dłuższy znaleźć, zatrzymał się w rogu ciemnego korytarza, i tam właśnie, ku swojemu zdumieniu, zauważył leżącą na podłodze starą, pożółkłą fotografię - zapewne upuszczoną przez zapracowanego technika, podczas zamykania wcześniejszej ekspozycji: "Siedmiu dekad fotografii radzieckiej".

Na odwrocie nieznany, genialny autor tego znakomitego dzieła, drżącą ręką napisał po polsku:

CZEKAJĄC Z NADZIEJĄ - A.M.

Możemy tylko domyślać się, iż A. M. zapewne oznacza ante meridiem, łacińskie określenie godzin przedpołudniowych, czyli pory dnia, kiedy zdjęcie zostało wykonane. Tajemnicą pozostaje niestety tożsamość zarówno fotografa, jak i osób widocznych na zdjęciu, które, dzięki poświęceniu P. Pawłowa, mamy przyjemność niniejszym opublikować.



Jeśli ktoś z czytelników rozpoznaje widoczne na zdjęciu postaci, lub może domyśla się autorstwa ujęcia, za sugestią P. Pawłowa prosimy, by wyjaśnienia kierować na Berdyczów.

Pozdrowienia!