19 kwietnia 1995 roku, Timothy McVeigh wprowadził wyładowaną materiałem wybuchowym ciężarówkę na parking dostawczy przy kompleksie budynków rządowych w Oklahoma City. Odpalił lont, wysiadł, zamknął samochód, wyrzucił kluczyki i spokojnie odjechał podstawionym wcześniej Mercurym Grand Marquis '77. W zamachu zginęło 168 osób, 680 zostało rannych. McVeigh określił się później jako wierzący, niepraktykujący katolik i wyjaśnił, że chciał odpłacić rządowi USA za atak na ufortyfikowaną farmę zmilitaryzowanego odłamu adwentystów w Waco.
Dwadzieścia lat później, FBI nadal z uwagą bada działalność organizacji Chrześcijańska Tożsamość, związanej z radykalną prawicą, klanem i gangami więziennymi, i podejrzanej o współudział w szeregu zamachów terrorystycznych.
Oklahoma City, strażak Chris Fields wynosi z
płonących ruin ciało Baylee Almon.
Fot. Charles Porter/ZUMA
Trawestując nieznanego mi, a cytowanego przez Amandę, hodowcę chomików i ogierów: jedyna droga to delegalizacja rzymskiego katolicyzmu jako zbrodniczej doktryny politycznej. Przy okazji także adwentystów i w ogóle reszty chrześcijaństwa.
W tym samym roku 1995 japońska sekta Aun Shinrikyo, wywodząca swą doktrynę z buddyzmu tybetańskiego i hinduskiego, przeprowadziła atak gazowy w tokijskim metrze, zabijając 12 osób, trwale okaleczając 50, i raniąc prawie 5000.
20 lat później BBS, ekstremistyczne ugrupowanie syngaleskich buddystów, przeprowadza ataki terrorystyczne na muzułmańskie i chrześcijańskie zgromadzenia religijne w Sri Lance.
Wypada raz jeszcze zacytować słynnego niewątpliwie (choć wciąż mi nieznanego) hodowcę ogierów i chomików: jedyna droga to delegalizacja buddyzmu jako zbrodniczej doktryny politycznej. A przy okazji hinduizmu i w ogóle reszty.
Zamach w Nicei jest tragedią, w której już straciły życie 84 osoby, a liczba ofiar może się jeszcze wydłużyć. I tak naprawdę, niewiele więcej wiemy. Wiemy, że zamachowcem był Mohamed Lahouaiej-Bouhlel, Tunezyjczyk, od 10 lat w miarę spokojnie mieszkający we Francji, pracujący jako kierowca i posiadający francuską carte de résident, odpowiednik polskiej karty stałego pobytu. To nieprawda, że był znany francuskim służbom specjalnym. W ubiegłym roku został na krótko aresztowany za to, że w napadzie drogowej agresji rzucił w innego kierowcę drewnianą paletą, za co dostał wyrok w zawieszeniu i nakaz czasowego meldowania się na lokalnym komisariacie. I nie, sprawcy aresztowani podczas częstej także i u nas drogowej agresji, nie są automatycznie przedmiotem dochodzeń służb specjalnych. (Choć minister Paszczak już pracuje nad odpowiednią interpretacją ustawy antyterrorystycznej). Wiadomo, że zamachowiec był w separacji z żoną, że nie był religijny, że cierpiał na depresję, którą próbował leczyć alkoholem (czyżby wątek polski? Polecam uwadze ministra Paszczaka). I to właściwie wszystko, co wiemy, na resztę trzeba poczekać.
Minister Paszczak pospieszył z triumfalnym obwieszczeniem, że Polska znalazłaby się w takiej sytuacji, jak Francja, gdyby nie zmiana rządu - wszak to cudowny pakiet ustaw , które tak bardzo nie podobały się gorszemu sortowi (w tym piszącemu te słowa sortowi najgorszemu), ma nam jakoby zapewniać bezpieczeństwo. Niby w jaki sposób np. dopuszczenie dowodów zdobytych nielegalnie, czy idiotyczny paraliż Trybunału Konstytucyjnego mają to bezpieczeństwo zapewniać, tego już minister Paszczak nie obwieścił. A sprawa jest prosta, Prezes pogrozi palcem i terroryści pękają. Ze śmiechu.
Sława i chwała dobrozmiennego dziejopisu, skrybalis Warzyszajs, zastanawia się, jak to możliwe, że żaden Francuz nie wskoczył na ciężarówkę i nie zatrzymał zamachowca. On, skrybalis Warzyszajs, na pewno by wskoczył i zatrzymał - z palcem w uchu. Wszyscy wiemy, że skrybalis Warzyszajs wprawdzie nienawidzi biegaczy, ale skoki na ciężarówkę trenuje regularnie, dzięki czemu mięśnie tak mu się już rozrosły, że chwilowo musiał wstawić mózg do zamrażalnika, bo zabrakło miejsca pod czachą. A te Francuzy to wiadomo, same multikulti kolorową kredką LGBT malowane, co też pięknie wyjaśnił minister Paszczak.
Mózg w lodówce się chłodzi i nie wezwiesz na pomoc szeryfa, więc nie ma co ze skrybalisem dyskutować. Możemy za to zobaczyć, jak jeden z tych wymiękłych francuskich multikulti LGBT podjeżdża motocyklem do ciężarówki zamachowca, próbuje wskoczyć na stopień i otworzyć drzwi. Życie to nie teatr, ani nie pensjonarskie fantazyjki Warzyszajsa. Człowiek, który na co dzień jeździ na motocyklu całkiem dobrze zdaje sobie sprawę z ryzyka. Zaryzykował - nie udało się - spadł pod koła ciężarówki. W szpitalu w Nicei na oddziale intensywnej terapii lekarze próbują utrzymać go przy życiu*. Mój ogromny podziw dla tego motocyklisty i szczera nadzieję, że nie przypłaci życiem swego, prawdziwego, bohaterstwa. Dla skrybalisa Warzyszajsa podziwu nie odczuwam.
Motocyklista próbuje powstrzymać zamachowca.
Video Richard Gutjahr, ARD, za: USA Today.
Wiceminister Nijaki wtóruje starszemu rangą Paszczakowi i wyjaśnia wszem i wobec, że wszystkiemu winne jest multikutli, i że wszyscy, którzy się z nim nie zgadzali, mają go przepraszać na twitterze. Nie mam, niestety, konta na twitterze. A szkoda. Mógłbym poinformować wiceministra Nijakego w którym miejscu może psa w chudą, nieministerialną dupę pocałować.
Dlaczego Francja jest w tej chwili głównym, europejskim wrogiem państwa islamskiego? (I niby dlaczego miałbym to pisać dużymi literami?) Nie ma radykalnej różnicy między procentowym udziałem populacji muzułmańskiej we Francji, a w Niemczech. Nawet w Szwecji wygląda to podobnie. Ktoś na pewno przypomni tu Belgię, ale zamach belgijski miał oryginalnie być przeprowadzony we Francji, jego wykonanie zostało jednak przyspieszone i przesunięte do Brukseli, ponieważ belgijskie i francuskie siły specjalne były coraz bliżej terrorystów.
W propagandzie islamistów, mniej więcej przed dwoma laty, Francja wyraźnie awansowała na drugie miejsce najbardziej znienawidzonych krajów świata, zaraz po Stanach Zjednoczonych. Wiceminister Nijaki i minister Paszczak wiedzą doskonale, że to wyłącznie wina multikulti i LGBT! Pedalstwo się szerzy, i wszystko przez to. I, oczywiście, przez lewactwo. Nie zapominajmy o lewactwie!
Naprawdę, gdyby głupota miała skrzydła...
Francja tymczasem od kilku już lat prowadzi dyskretną, zaskakująco skuteczną, i zakrojoną na ogromną skalę operację wojskową wymierzoną przeciw zapleczu islamistów w północnej części Afryki Środkowej, na południowych obrzeżach Sahary. Zasadniczym, kadrowym zapleczem islamistów jest część plemion tuareskich cieszących się cokolwiek szemranym wsparciem sudańskim. To na ich terenach - w praktyce niekontrolowanch przez żaden rząd - leży faktyczny ośrodek ruchu. To stamtąd próbowali rozszerzać swoje wpływy na południe, na Mali i Czad, i na północ, na pogranicze syryjsko-irackie i na obszar Libii.
Operacja Serval, patrol sił francuskich w Mali. Za: SOFREP
Jesteśmy wszyscy tak wielkimi specjalistami w sprawach konfliktu w Syrii i Iraku, wszechwiedzącymi ekspertami od islamistów, że nie mamy czasu zawracać sobie głowy faktycznym rozkładem sił w regionie, o którym nikt nie wie, gdzie to do cholery jest. Co dopiero mówić o rozważaniu skali konieczych działań. W sumie jedyną osobą na polskiej prawicy która w ogóle słyszała o Timbuktu, jest prawdopodobnie Janusz Korwin Mikke - ów chętnie nam wyjaśni, że to taka konwencja w brydżowej licytacji. I jeszcze doda wzorem hodowcy chomików i ogierów, że trzeba natychmiast itd...
Francuskie zaangażowanie w tamtym rejonie rozpoczęło się jeszcze za Sarkozego. Hollande, mimo zupełnie odmiennych pozycji politycznych, ani się nie wycofał, ani nie zmniejszył obecności francuskich wojsk, wręcz przeciwnie - zadecydował o rozpoczęciu operacji Barkhane. Po prostu dlatego, że nikt nie wymyślił lepszej metody, i że ta, choć kosztowna i niebezpieczna jak cholera, po prostu działa.
A tu jakiś ***** ****** (nawet jak na mnie, to się nie nadaje do napisania) oskarża Francuzów o tchórzostwo.
Swoją drogą niedosyt informacji medialnych o operacjach francuskich wynika w znacznej mierze z faktu, iż dziennikarze, poza kilkoma starannie nadzorowanymi wyjątkami, nie dostali zgody na wstęp na teren bezpośrednich działań. I słusznie, powiem szczerze. Siły francuskie na tym terenie to głównie Legia Cudzoziemska, spadochroniarze i komandosi marynarki. Francuzi mają powody, by specjalnie nie nagłaśniać ich działań - jeśli ktoś miał okazję przeczytać znakomitą, a prawie nieznaną (a dziś chyba niedostępną) książeczkę Pierre'a Leulliette'a, Święty Michał i Smok, wie dlaczego. Jeśli nie miał, niech przeczyta, bo warto.
W każdym razie, z tych właśnie, nieco tajemniczych powodów, w zasadzie tylko jedna część społeczeństwa francuskiego zdecydowanie protestuje przeciw tym działaniom - mianowicie skrajna lewica, do której rzeczywiście można odnieść termin "lewacy". Paradoksalnie, efektem spełnienia żądań francuskich "lewaków" byłoby zdjęcie Francji z celownika islamistycznej propagandy i wyraźnie zmniejszenie zagrożenia. Oraz wprowadzenie niewolnictwa i rządów terroru na rozległych obszarach Afryki. Ale to już skrajnej lewicy nie przeszkadza - wola ludu.
Pozostaje już tylko powtórzyć za Amandą komentarz wybitnego hodowcy chomików i ogierów (wyrażając zarazem nadzieję, że on ich nie próbuje krzyżować dla uzyskania chomigierów...)
Miał na imię Mehmet i był wyznawcą religii pokoju islamu. To że mój chomik mieszka w stajni nie oznacza że jest ogierem. Skończcie z tą lewacka poprawnoscia polityczna. Jedyna droga to delegalizacja islamu jako zbrodniczej doktryny politycznej.
Nie, nie. Co on pisze.Raczej: jedyna droga to delegalizacja buddyzmu jako zbrodniczej doktryny politycznej.
Zaraz, też nie to. Przecież jedyna droga to delegalizacja chrześcijaństwa jako zbrodniczej doktryny politycznej.
Ale w zamachu w Oklahoma City drugim sprawcą był niejaki Terry Nichols, zadeklarowany ateista!
Więc pozostaje już tylko: jedyna droga to delegalizacja wszelkiej religii i filozofii jako zbrodniczej doktryny politycznej. (Poza zbrodniczością także za to, że przyprawiają o ból dupy, kiedy próbuje się je poważnie analizować).
I nastanie okres powszechnej szczęśliwości.
Moment, czy taki okres kiedyś już przypadkiem nie funkcjonował?
Frank Frazetta, "Neandertalczycy", 1967
Pozdrawiam wszystkich, bez szczególnej szczęśliwości...
PS.
Pisząc powyższy wpis ściągnąłem całkiem sporo z dwóch naprawdę dobrych opracowań:
Mark Juergensmeyer, Terror in the Mind of God: The Global Rise of Religious Violence, University of California Press, 2003
Walter Laqueur, The New Terrorism: Fanaticism and the Arms of Mass Destruction, Oxford University Press, 2000
To co się zgadza jest stamtąd, omyłki - to już moje.
___________________
*) Już po kilku dniach - w rzeczywistości były dwie próby zatrzymania ciężarówki i dopiero w połączeniu były one skuteczne. Motocyklistą z filmu powyżej jest Alexander Migues, który wskoczył na stopień szoferki i próbował otworzyć drzwi lub zbić okno. Gdy zamachowiec wymierzył w niego broń, musiał zeskoczyć - na szczęście, wbrew pierwszym relacjom, nie doznał poważnych obrażeń. Jego działania nie były jednak nadaremne, zamachowiec był zmuszony zwolnić, dzięki czemu ktoś inny, kierowca skutera, wprowadził swoją maszynę pod koła ciężarówki, powodując jej dalsze zwolnienie i dając policji dodatkowe sekundy potrzebne na powstrzymanie sprawcy.
___________________
*) Już po kilku dniach - w rzeczywistości były dwie próby zatrzymania ciężarówki i dopiero w połączeniu były one skuteczne. Motocyklistą z filmu powyżej jest Alexander Migues, który wskoczył na stopień szoferki i próbował otworzyć drzwi lub zbić okno. Gdy zamachowiec wymierzył w niego broń, musiał zeskoczyć - na szczęście, wbrew pierwszym relacjom, nie doznał poważnych obrażeń. Jego działania nie były jednak nadaremne, zamachowiec był zmuszony zwolnić, dzięki czemu ktoś inny, kierowca skutera, wprowadził swoją maszynę pod koła ciężarówki, powodując jej dalsze zwolnienie i dając policji dodatkowe sekundy potrzebne na powstrzymanie sprawcy.




+Marlow
OdpowiedzUsuńCóż rzec pięknie napisane. Osobiście uważam, że świat może istnieć bez religii, ale tylko wówczas, gdy będzie światem wypełnionym duchowością. Z powodu takich moich przekonań wcale nie bulwersują mnie Twoje wnioski oparte na analogiach religijnego fanatyzmu. I tutaj akurat myślę podobnie, jak Dalajlama. Religia narzuca system, zaś duchowość rozwija, to co w ludziach najlepsze - współczucie, wybaczenie, odpowiedzialność, altruizm. I jak przypuszczam taki będzie świat przyszłych pokoleń. Religie i religijność, - te zjawiska też ewoluują.
Jeśli chodzi o islam zaś, w zasadzie nie uważam go za religię, ale za system polityczny, który nijak ma się do zasad przyjętych w rozwiniętych cywilizacjach. Z tej też przyczyny nie powinien być tolerowany w Europie. Nie będę się tu rozwodzić nad tłumaczeniem dlaczego tak sądzę, ale każdy kto zetknął się z religinymi rytuałami obrzezania dziewczynek, pedofilią małżeńską, dyskryminacją kobiet z przyzwoleniem na okaleczanie ich za pomocą kwasów, odcinaniem uszu, nosów i piersi , ten kto cokolwiek o tym czytał, czy widział zdjęcia ofiar, wie o jakim problemie piszę.
Starcie cywilizacji łacińskiej z islamską rozpoczęło się już jakiś czas temu, ale wkrótce wejdzie w decydujące, ostateczne starcie. To będzie ten mityczny Armagedon, po którym reszta ocalałego świata rozpocznie budowę innej cywilizacji, opartej o inne systemy wartości. I proszę nie traktuj tego mojego wniosku, w kategoriach mistyki, ale raczej w kategoriach związku przyczynowo - skutkowego.
W mojej opinii świat po 2020 roku całkowicie się zmieni. Jeżeli się pomylę to kupię Ci butelkę jakiegoś wyjątkowego trunku. Jaki sobie zażyczysz (ale bez szaleństw - 1926 Macallan Fine And Rare, nie udźwignę finansowo ) :-D
Zdrówko! :-)
Na poziomie społecznym każda religia jest systemem politycznym, taka jest ich zasadnicza funkcja społeczna. Pod tym względem islam nie różni się niczym od buddyzmu, chrześcijaństwa, czy hinduizmu. Podobnie, każda religia w prymitywnych strukturach społecznych będzie uzasadnieniem społecznego przyzwolenia na okrucieństwo. Tu przebiega linia walki i dlatego nie ma globalnego konfliktu cywilizacji łacińskiej i islamskiej. Jest globalnych konflikt cywilizacji i braku cywilizacji.
UsuńTo, że obecnie społeczności, w których przeważa brak cywilizacji, chętnie nadużywają cytatów z Koranu, nie wynika z samego tekstu Koranu, ale z dwudziestowiecznego wizerunku islamu, jako symbolicznej religii uciśnionych.
Lagavulin Special Release 2002?
;-)
+Marlow - Lagavulin Special Release 2002? Jak najbardziej. A jeżeli się okaże, że to ja miałam rację, co do zmian, poproszę o to samo :-)
OdpowiedzUsuńZetknęłam się z tezą, że za owym "brakiem cywilizacji" w dużym stopniu stoi islam. System polityczny skonstruowany wpawdzie w oparciu o inne religie i wierzenia (czyli z fragmentów ksiąg natchnionych judaizmu i chrześcijaństwa), jednak mający głównie za zadanie ułatwienie zjednoczenia plemion i ekspansje, ale także realizację osobistych upodobań jego twórcy. Czyli mamy tu i Archanioła Gabriela, jako Dżibril, Czarny Anioł i Jezusa jako Isa ibn Marjam. Jest też Miriam siostra Aarona i Maria Matka Jezusa połączone w jedną postać Marjam, no i oczywiście Allah, beduiński bóg ksieżyca Sin. To akurat nie jest problem, ale cały system nakazów i zakazów, który prawdopodobnie wpłynął na to, że obserwujemy zjawisko "braku cywilizacji". Oczywiście zagadnienie jest bardzo szerokie i obejmuje nawet obszary związane ze zmianami w DNA i ich przełożeniem się na IQ.
Nie aspiruję jednak do roli badacza zjawiska, ale jedynie jego obserwatora. Tak, czy inaczej widzę we współczesnych wyznawcach islamu kryzys tożsamości. To zjawisko ciekawie opisał Salman Rushdie, w Szatańskich Wersetach. I tu ciekawa rzecz, - uznano książkę Rushdiego za godzącą w islam, co moim zdaniem jest słuszny spostrzeżeniem, gdyż jej autor trafił w punkt. Zaryzykuję twierdzenie, że jest to lektura o charakterze profetycznym. Musiały jednak minąć przeszło dwie dekady, by to stało się oczywiste, że Rushdie opowiedział historię, która właśnie się spełnia.I to nie jest dobra wiadomość, dla tych którym nie będzie dane, dotrwać do dalszego ciągu tej historii, która, jak sądzę swoje apogeum osiągnie jeszcze przed 2020 rokiem.
Po armageddonie mogą wystąpić przejściowe trudności z zaopatrzeniem w dobrą whisky. Dlatego jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich armageddonów i tym podobnych wydarzeń.
Usuń;-)
____________
Brak cywilizacji, a ściślej zawieszenie norm cywilizacyjnych (bo nie mówię tu o specyficznych formacjach społecznych w typie niektórych plemion amazońskich - skądinąd często pokojowych), w różnych miejscach wynika z różnych przyczyn.
Główną przyczyną są konflikty zbrojne, ale może to być też ubóstwo i brak perspektyw w gettach i slamsach, lub po prostu ograniczony geograficznie dostęp do do struktur cywilizacyjnych. Niezależnie od przyczyn następuje degradacja struktur społecznych i akceptacja "prawa silniejszego", czyli symbiotycznych pseudorządów osiłków i manipulatorów (niekiedy te same osoby występują w obu rolach).
Takie symbionty, skądinąd odrażające, będą poszukiwać werbalnego uzasadnienia dla swoich rządów. Może nim być pokrętna interpretacja marksizmu "z odcieniem narodowo-buddyjskim" - jak w wypadku Czerwonych Khmerów (Polpot podstawową edukację uzyskał w klasztorze buddyjskim), a może być islamizm, jak w Bokko Haram. Oba ugrupowania zaczynały jako antykolonialne partyzantki, oba stworzyły własną pseudoreligijną, propagandową ideologię.
Wczesny islam był "spin-offem" zachodnioazjatyckiej, najbardziej mistycznej wersji chrześcijaństwa, tak jak chrześcijaństwo było wcześniej "spin-offem" judaizmu. Tzw. Konstytucja Medińska z 622 ne., zapisująca tolerancję religijną i przynajmniej najbardziej podstawowe prawa kobiet, była jedną z bardziej postępowych proklamacji społecznych swoich czasów.
(Przepraszam za "spin-off", ale naprawdę nie widzę w języku polskim dobrego odpowiednika...)
+Marlow
OdpowiedzUsuńReligia chrześcijańska produktem ubocznym judaizmu? To zależy, kto na czyich poglądach się opierasz. Dla ortodoksów żydowskich, z pewnością tak,- i to w wymiarze sekciarskim. Ale dla wyznawców judaizmu takich jak rabbi Abraham Joshua Heschel, chrześcijństwo z pewnością nie było "produktem ubocznym". Heschel porównywał relację chrześcijaństwa i judaizmu do relacji córki wobec matki. Czy można uznać zatem, że córka jest produktem ubocznym matki? :-)
Co innego islam. O nim nie można nawet powiedzieć, że był produktem ubocznym, ale raczej piekielną kompilacją wierzeń, utworzoną z potrzeby zaspokajania chciwości i chuci, jego "proroka". :-)I rzecz jasna z powodu prowadzenia przez niego określonej polityki. To są fakty, a zatem wrzucę trochę historii...
Do 40 roku życia Mohamet sprzedawał produkty na straganie swojej dużo starszej żony, aż do słynnej ucieczki z Mekki do Medyny przed kupcami, którym psuł biznesy, co rusz zmieniając poglądy na temat boskości bóstw. Tam doszedł do wniosku, że najszybciej wzbogaci się napadając na karawany. Jak pomyślał tak zrobił (napad Nakhala). Potem poszło już gładko - napadał, mordował, plądrował, więził. Tak zdobywał majątek, posłuch i władzę.
W tamtym czasie jeszcze się łudził, że uda mu się do swoich "objawiań" przekonać Żydów, dlatego przestrzegał szabasu i modlił się w stronę Jerozolimy, kiedy jednak okazało się, że jego wysiłki są daremne, przekierował się z modłami na Mekkę i otwarcie wystąpił przeciw Żydom. Na początek wynajmował płatnych zbójców, ale wkrótce atakował ich otwarcie.Najeżdzał, mordował, grabił, wszystkich jak leci - starców, kobiety, dzieci.Albo robił z nich niewolników. Żydzi byli łatwiejszym celem niż mieszkańcy Mekki i ich silna armia. O tym , że nie ma szans grabić Mekki przekonał się (dosłownie) na własnej skórze, kiedy w czasie bitwy rozpłatano mu mieczem szczękę. Co nie znaczy, że Mekkę odpuścił. Nie odpuścił, ale wykorzystał 10 letni pokój, do pobytów w Mekkce i indoktrynacji. Udało się. Mając rzesze nowych wyznawów zdobył i to miasto ( z czymś Ci się to kojarzy?)
Napady, rozboje, mordy, jakoś nie pasują do stylu Proroków Większych Izraela, ani do Proroków Nowego Testamentu. Na ich tle Mohamed to jedynie "prorok".
Co do mistycyzmu "proroka" zaś, to są tacy, którzy twierdzą, że to była bardziej epilepsja. Chociaż też jakby na to nie patrzeć - wizja.
--------------------------------------------------------------------------
Po Armagedonie, nie będzie już takie ważne jaką whisky, się wypije, ale czy będzie ją z kim wypić ? Zauważ, że przewiduję udział nas obojga w tym zdarzeniu, co powinno nastroić Cię optymistycznie.:-)Nawet jeśli jesteś przeciwnikiem zjawiska, które w kulturach opartych na innych wierzeniach niż te, o których wyżej wspomniałam nazywa się OCZYSZCZENIEM. :-)
Heschel pisze o relacji teologicznej, ja mam na myśli funkcjonowanie społeczne - i w tym sensie oczywiście nadal napiszę o "spin-offie". To nie jest określenie degradujące - są spin-offy ciekawsze od swoich inspiracji.
UsuńW ogóle bardzo się cieszę, że przytaczasz Heschela, moim zdaniem jednego z najwybitniejszych teoretyków religii XX wieku. Heschel, przypomnijmy, bardzo wysoko oceniał islam. Uważał on, że islam był, w pewnym sensie, "powrotem do religii z czasów patriarchów", i sprzeciwem wobec postępującej wówczas strukturyzacji zarówno judaizmu, jak i chrześcijaństwa.
Powiedział też Heschel w tym kontekście dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze, że alternatywą dla dialogu między religiami jest międzynarodówka nihilizmu. Po drugie, że zbiorowe wykluczanie, także na gruncie religii, prowadzi do odczłowieczenia - zarówno wykluczanych, jak i wykluczających.
Praktycznie w każdej religii i w wielu ideologiach niereligijnych znajdziemy grupy stosujące zbiorowe wykluczenie. Pytanie brzmi więc, czy jak Heschel będziemy się wykluczaniu sprzeciwiać, czy sami będziemy je stosować?
Co do pozostałej części, jest tam spora dawka literatury popularnej. Prawdę mówiąc nie bardzo widzę sens dyskutowania z tezą nieznanego mi autora, iż "Mohamet wynajmował płatnych zabójców do mordowania żydów..." To jak dyskutować ze stwierdzeniem, że żydzi porywali dzieci, żeby je przerabiać na macę, albo że gminy chrześcijańskie w Sri Lance zatruwają buddyjskie studnie.
Proponuję więc utrzymanie dyskusji na poziomie Heschela, czy, powiedzmy, Louisa Massignona, postaci podobnego do Heschela formatu, tyle, że piszącego z pozycji watykańskich - i o żydach, i o hinduistach, i o muzułmanach.
Z tym "OCZYSZCZENIEM". To było między innymi główne hasło kultu Aun Shinrikyo. A także grupy z Waco. Ponieważ ani z jednymi, ani z drugimi nie chcę mieć nic wspólnego, udziału - choćby teoretycznego - muszę zdecydowanie odmówić.
+Marlow
OdpowiedzUsuńOczywiście, że pisze Heschel w aspekcie teologicznym o relacji judaizmu i chrześcijanstwa, w tym samym kontekście pisze o islamie, głównie z tego powodu, iż uważał Boga za twórcę wszystkich religii. Ta jego koncepcja filozoficzna wpłynęła na jego ekumeniczne podejście do kwestii religijnych na długo przed tym, zanim inni zaczęli mówić o dialogu międzyreligijnym i wspólnej modlitwie. Zatem należy przypuszczać, że idea jedności i pokoju, była dla Heschela priorytetem, nie zaś jakieś ziałanie na rzecz wysokich ocen islamu. Nic mi na ten temat nie wiadomo i szczerze wątpię, aby Abraham Heschel szczególną estymą darzył islam. To jest, jak przypuszczam, grube nadużycie nauczania Heschela, tym bardziej, że nie ma żadnej wzmianki proroków Starego Testamentu zapowiadającej nadejście "proroka" Mohameta, a to z pewnością nie umknęło uwadze myśliciela takiego wielkiego formatu,jak Heschel.:-)
Co do źródeł informacyjnych na temat islamu i ich poziomu,- sprawa napaści Mohameta i jego bandy na osadę żydowską Khaibar jest opisana w Encyclopedia Britannica, 15:648 zatem ...:-) jeśli poziom dyskusji na poziomie EB jest dla Ciebie zbyt niski pozostaje mi napisać jedynie, w tym przypadku - sorry Sir! :-)
A z tym oczyszczaniem, a konkretnie :"tym który oczyszcza", no to przypuszcznia,że o hasło Aun Shinrikyo mi chodziło czy o Waco, są błędne. Boże uchowaj!:-) Ja jeno Czerwoną Kachinę miałam na myśli i Dzień Oczyszczenia, który będzie jej towarzyszył. Odwiecznych praw Kosmosu nie zmienisz :-) Chcenie czy jego brak tu nie zadziała. Będzie jak będzie.
Zdrówko!
I właśnie dlatego pisałem delikatnie o "literaturze popularnej". Z Brintanniką to ma, wbrew pozorom, mało wspólnego. Czytelnik (czy czytelniczka) widzi cytat i ma zaufanie do autora, że cytat jest prawdziwy. W tym wypadku czytelnik daje się nabrać zwykłemu oszustowi. Te bzdurki publikuje niejaki pastor Robert Morey, a są one mniej więcej równie prawdziwe, jak jego tytuł doktora nauk humanistycznych... (Na wszelki wypadek wyjaśnię, że jego tytuł jest całkowicie "lewy").
UsuńWalki wojsk Mohameta z plemionam arabskimi i żydowskimi są w miarę dobrze znane i opisane. Jest wiele opracowań, być może najlepszym są "The Jews of Arab Lands" Normana Stillmana - badacza tego obszaru (który, nawiasem mówiąc jest żydem - zaznaczam, by wykluczyć kwestie jakichkolwiek uprzedzeń). Nie ma tam żadnych sensacyjnych głupotek w rodzaju nasyłania na Żydów płatnych morderców, jest poważny opis konfliktu. Nikt poważny nie napisze o "bandzie Mohameta" - jeśli widzimy w tekście takie sformułowanie, to musimy je traktować jako ostrzeżenie, że mamy tu do czynienia z oszustem, robiącym kasę w najbardziej ohydny sposób - na podgrzewaniu nienawiści.
Hasła Brytanniki są uproszczone, ale jednak w miarę poprawnie oddają obecny stan badań i w części są dostępne w sieci:
In 628–629 Muhammad’s first conquest was made when the Muslims captured Khaybar in a battle in which the valour of ʿAlī played an important role. The Jews and Christians of Khaybar were allowed to live in peace, protected by the Muslims, but they were required to pay a religious tax called the jizʿyah. This became the model for the later treatment of People of the Book in Islamic history.
Czyli:
W latach 628-629 Mohamet dokonał pierwszego podboju, gdy Muzułmanie zdobyli Kaibar, w bitwie, w której ważną rolę odegrało osobiste męstwo Alego. Żydom i chrześcijanom z Kaibaru pozwolono żyć w pokoju, pod opieką muzułmanów, wymagano jednak od nich opłaty podatku religijnego zwanego "dżizja". To stało się wzorem dla późniejszego traktrowania "Narodów Księgi" w historii islamu.
https://www.britannica.com/biography/Muhammad/The-early-battles#ref894146
Swoją drogą, ów Morey, osobnik wyjątkowo odrażający, w jednym zgadza się z Heschelem, też dowodzi związków żydów, rzymskich katolików i muzułmanów, ale z odwrotnych pozycji, mianowicie dla niego to jedna banda heretyków, którą jego "obrońcy wiary" powinni rozpędzić na cztery wiatry. Krótko mówiąc, to kompletny idiota.
W kwestii Heschela ocenę pozostawię czytlenikom, wszystkich odsyłając do znakomitego i na szczęście wydanego także w języku polskim opracowania Żadna religia nie jest samotną wyspą. Abraham Joshua Heschel i dialog międzyreligijny, pod edycją Sherwina i Kasimowa. Autorami są badacze zarówno judaizmu, jak i chrześcijaństwa i islamu.
Prace Heschela kontynuuje m.in. jego córka, Susann, która w tekście German Jewish Scholarship on Islam as a Tool for De-Orientalizing Judaism przeanalizowała fascynujce wypowiedzi teoretyków judaizmu z lat 30 (w tym samego Heschela), wskazujące zarówno na pokrewieństwa i różnice w obu religiach, jak i postulujące wzajemny szacunek. (Uprzedzając ewentualny atak islamofobii - tak, badacze muzułmańscy pisali i piszą zupełnie to samo, z własnych pozycji). To różne religie, i oczywiście w wielu kwestiach teologicznych nie mogą się zgodzić, ale dla poważnych badaczy z obu stron to nie jest powód by oszczerczo oskarżać przeciwnika.
Takich tekstów jest całkiem sporo, i tu sobie pozwolę wszystkim czytelnikom powiedzieć, że naprawdę warto je czytać, bo to dobra odtrutka na publikacje psychopatów w rodzaju "doktora" Moreya. Oczywiście publikacje psychopatów są znacznie łatwiejsze w lekturze, tak to już jest z tą specyficzną kategorią literatury (nazbyt) popularnej.
Pozdrawiam wszystkich!
+Marlow
OdpowiedzUsuńTak, czy inaczej dla mnie osobiście, każda grupa ludzi, która dopuszcza się napadów w celach rabunkowych i ogólonie rozbójniczych to jest dokładnie "banda", a owi ludzie to bandyci. Taki też mam pogląd na działalność rzeczonego "proroka" islamu, nie wchodząc już w skłoności pedofilskie vide Aisha i inne głupoty wypisywane w formie nakazów i zakazów.
Wracając do Heschela, również polecam, ale głównie prace samego rabbiego Abrahama. Jest kilka pozycji w języku polskim, warto zapoznać się z jego nauczaniem, bo niesie ono w sobie przesłąnie o charakterze uniwersalnym.
Za najbardziej wartościowe w naszym obecnym dialogu uważam przytoczenie postaci Abrahama Heschela . A przy okazji jedna z myśli Rabbiego która myślę, że idealnie podsumowuje problemy, o których napisałeś wyżej (wpis) : Musimy stale pamiętać, że wszyscy są uwkłani w to, co robi zaledwie kilku. Niektórzy są winni, lecz wszyscy są odpowiedzialni".
Co do chomika w stajni zaś, informacje bieżące :"..Marokańczyk rzucił się z nożem na Francuzkę tylko dlatego, że była zbyt skąpo ubrana.Cała czwórka trafiła do szpitala. Ranne dzieci mają 8, 12 i 14 lat. W najgorszym stanie pod opiekę lekarzy trafiła najmłodsza z dziewczynek - napastnik przebił jej płuco, dziecko walczy o życie". "Uzbrojony w topór i nóż 17-letni Afgańczyk zaatakował wczoraj wieczorem pasażerów w pociągu regionalnym w okolicach Wuerzburga w Niemczech - poinformował szef MSW Bawarii. W trakcie ataku - podaje "The Guardian" - nastolatek miał krzyczeć "Allahu Akbar". Policja zastrzeliła napastnika. Służby w domu nastolatka znalazły flagę Państwa Islamskiego". - Tych informacji z pewnoścą nie pisali psychopaci...
Nie, nie napisali ich psychopaci. Natomiast opisują one działania psychopatów, którzy uwierzyli, że religijne wykluczenie obcych jest lekarstwem na ich własne bolączki.
UsuńWspomniana myśl Heschela opisuje EUROPEJSKICH CHRZEŚCIJAN. Co też rzeczywiście całkiem nieźle dyskusję tę podsumowuje.
Co więcej, Heschel uważał, iż to nie może być podstawą wykluczenia.
Uczciwie mówiąc próby przekręcania myśli Heschela dla uzasadnienia wykluczania całej religii muszę uznać za co najmniej niewłaściwe, jako że z tym właśnie Heschel konsekwentnie walczył. W sytuacji, kiedy i źródła, i interpretacje zostały już przedstawione, nie można tego usprawiedliwić niewiedzą, jest to niedopuszczalna manipulacja.
+Marlow
OdpowiedzUsuńNie bardzo rozumiem jaką masz manipulację na myśli w przypadku, przytoczenie przeze mnie myśli Heschela? Może jaśniej.
Jeśli chodzi o przytoczony przeze mnie cytat to jest to reakcja Heschela na wojnę w Wietnamie. Uważał, że ciężkim grzechem jest oddawanie własnego sumienia w ręce dyplomatów i ogólnie przywódców. O ile dobrze odczytałam Twoje intencje, zawarte w "polemice z chomikiem", dokładnie o tym piszesz, o oddawaniu własnego sumienia w ręce jakiś przywódców. Czyż nie? Nie poruszasz tego tematu? Co ciekawe pochodzi tenże cytat z książki, której lekturę polecasz :"Abraham Joshua Heschel i dialog międzyreligijny, pod edycją Sherwina i Kasimowa". Aż boję się pomyśleć, że polecasz coś czego nie przeczytałeś.:-) Stąd to oburzenie, czy może jedynie maleńka manipulacja czytelnikami.;-) No sorry, jeśli się pogubiłam i źle oceniam. Ale, żeby mi zarzucać przekręcanie myśli Abrahama, jednego z moich najulubieńszych mistyków... To nie ja przekręcam, ale raczej coś źle zrozumiałeś.:-)
zdrówko!
+Marlow
OdpowiedzUsuńJeszcze odniosę się do Twojej konstatacji :"Nie, nie napisali ich psychopaci. Natomiast opisują one działania psychopatów, którzy uwierzyli, że religijne wykluczenie obcych jest lekarstwem na ich własne bolączki".
Bardzo szybko zdiagnozowałeś tych nieszczęsnych bandytów, jako psychopatów. To nie jest takie proste. Mnie w osłupienie wprawł fakt, że młody Afgańczyk, zaatakował siekerą trzech podróżujących tym pociągiem Chińczyków(sic!) Może po prostu młody był, głupi i pod wpływem propagandystów PI. Natomiast jeśli chodzi o Marokańczyka, to pewnie był pod wpływem nauk jakiegoś immama, również zmanipulowany. Czyli mamy do czynienia, być może nie z psychopatami, ale z ofiarami oddania własnego sumienia w ręce przywódców , tak wojskowych, jak religijnych. Ktoś ich tak wymodelował.Tu jest źródło problemu.
Odpowiem łącznie na oba komentarze.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, powinienem zapisać "zachodnich (europejskich i amerykańskich) CHRZEŚCIJAN i ŻYDÓW". Nie sądzę jednak, by nadmierny skrót zmienił w jakimkolwiek stopniu sens wypowiedzi. Heschel mówi tam o odpowiedzialności kolonialistów - w tym wypadku Francuzów - i o odpowiedzialności wszystkich Amerykanów za konfllikt.
To jest cytat z jego bardzo popularnego, zwięzłego eseju "The Reasons for My Involvement in the Peace Movement" czyli "Przyczyny mojego zaangażowania w ruch pokojowy".
https://theshalomcenter.org/node/61
(Gdzieś jest też wersja polska.)
Esej oparty jest na postulatach indywidualnego współczucia i zrozumienia dla "obcych", a ten konkretnie fragment pojawia się w kontekście właśnie wskazania odpowiedzialności człowieka Zachodu - konkretnie Francuzów i Amerykanów, głównie chrześcijan, ale wśród nich także polskiego żyda Heschela.
Trzecim czynnikiem, który zmienił moje podejście, były studia proroków starożytnego Izraela, studia nad którymi pracowałem przez szereg lat przed ich publikacją w 1962. Z nich poznałem miałkość naszego moralnego postrzegania, niemożność odczucia głębi nieszczęść powodowanych przez nasze własne porażki.
Prawdę mówiąc nawet nie pamiętałem, że jest to przytoczone w "Religii", gdzie, jak widzę, jest fragmentem zupełnie innego tekstu - ale przecież poprawnie skonstruowanego. Tylko wyrywając cytat z kontekstu można błędnie poszukiwać w nim sensu związanego z wykluczeniem: "wszyscy muzułmanie są winni, bo nie potępiają terroryzmu". Po pierwsze jednak, potępiają, po drugie, to absolutnie NIE BYŁ sens wypowiedzi Heschela. Chcąc podążać za myślą Heschela, powinniśmy - każdy z nas - przyjąć naszą indywidualną odpowiedzialność za tragedię Afryki, Palestyny i Azji Centralnej.
Tymczasem tu mamy coś zupełnie odwrotnego - zrzucenie odpowiedzialności na islam, tak jak wielu Amerykanów zrzucało odpowiedzialność na komunizm, co krytykuje Heschel.
Communism was seen as the devil and the only source of evil in the world. (...) Devoid of understanding, burdened with prejudice and pride, mighty America sank into the quagmire of this most obscure and complex conflict.
Komunizm był postrzegany jako diabeł i jako jedyne źródło zła na świecie. (...) Pozbawiona zrozumienia, obciążona uprzedzeniami i dumą, potężna Ameryka wpadła w koszmar tego skomplikowanego, trudnego do zrozumienia konfliktu.
Tu nagle diabłem i źródłem zła staje się islam. To, czemu sprzeciwia się Heschel, jest pozornie uzasadniane jego słowami. I to właśnie nazywam manipulacją.
Niestety, mój tekst najwyraźniej źle odczytałaś, gdyż nie piszę w nim o oddawaniu sumienia w ręce przywódców. Przeciwnie, piszę o wyszukiwaniu pretekstów dla prywatnej, moralnej miałkości hodowców chomików i ogierów. I w tym - dokładnie w tym - sensie rzeczywiście mogę się z pełnym przekonaniem na Heschela powołać.
________________________
W kwestii drugiego komentarza:
Jest bardzo wiele tekstów medycznych poświęconych analizie zarówno kondycji psychicznej terrorystów, jak i przyczyn takiej kondycji. Z reguły mowa w nich o typie "osobowości bezlitosnej" (charakterystycznej także dla wielu sprawców ciężkich przestępstw kryminalnych) oraz psychopatii lub socjopatii. Czasem wrodzonych, czasem nabytych, często powodowanych "społeczną akceptacją przemocy" charakterystyczną dla rejonów konfliktów (upadku cywilizacji, jak to wcześniej nazywałem).
Oczywiście, zdarza się też takie "modelowanie przemocy", i to jest jedno z ważnych źródeł problemu. Ale też w tym wypadku trzeba bardzo konkretnie wskazać rzeczonych "modelarzy", nie zrzucając mechanicznie winy na całą społeczność.
+Marlow
OdpowiedzUsuńByć może źle zrozumiałam, ale przecież piszesz o organizacjach typu :Chrześcijańska Tożsamość, o sekcie japońskiej, PI, bojownikach FUC, itp zatem w moim odczuciu piszesz dokładnie o ludziach, którzy oddali swoje sumienia w ręce przywódców.
Heschel nie dożył czasów, kiedy eksplodował islamski radykalizm, ale jego myśli przerastały czasy w których żył, dlatego można przypuszczać, że by potępił islamistów, tak samo, jak potępiał wojnę w Wietnamie, ale także nie ufał Nixonowi, czym naraził się przywódcom żydowskim i rabinom.
Euopa zaś, czy chce to zaakceptować, czy też nie, jest już w stanie wojny z odmienną kulturą i musi się zwyczajnie bronić.Tym bardziej, że konflikt jest generowany przez przybyszów. Niektórzy to dostrzegają i zaczynają mówić o tym otwarcie, jak Patric Calvara, który stwierdził, że we Francji spotykają się aktualnie dwie wrogie kultury frankońska i muzułmańska.Ale jeszcze niedawo uważał, że Francja jest na skraju wojny domowej między muzułmanami, a przedstawiacielami skrajnej prawicy.Ale od maja do wydarzeń w Nicei ewolucja jego poglądów dokonała przyspieszenia, już nie mówi o skrajnej prawicy, ale o narodzie Franków. Ciekawe, co powie w grudniu? Może dokładnie to samo, co "chomik polski"?
Zasiadający w Kongresie Newton Leroy Gingrich, republikanin , chce ustaw, które pozwolą deportować z USA wyznawców szariatu, jak w przeszłości nazistów i komunistów, dlaczego więc "chomik polski" nie może chcieć zakazania wyznawania islamu na terenie Unii ? Na takiej samej zasadzie na jakiej w Arabii Saudyjskiej jest zakazane nie tylko praktykowanie chrześcijaństa, ale i każdej innej religii poza islamem. Działa tam Komitet Krzewienia Cnót i Zapobiegania Złu, czyli religijna policja, która dba aby zasady szariatu były przestrzegane i aby nikt nie posiadał przedmiotów kultu związanych z innymi religiami.
1. No oczywiście, że Heschel potępiłby islamizm. To w ogóle nie jest przedmiotem dyskusji. Natomiast z całą pewnością nie proponowałby odpowiedzialności zbiorowej, i potępienia całej religii dlatego, że powołują się na nią ekstremiści.
Usuń2.Czy mógłbym prosić o źródło cytujące to, co miał powiedzieć Patric Calvar? Bo mam dziwne wrażenie, że tu też doszło do radykalnego przeinaczenia jego słów, o chronologii nie wspominając...
3. Taaa... Gingrich, który kiedyś żądał odebrania zasiłków samotnym matkom i wybudowania za te pieniądze sierocińców. Wbrew temu, co się wydaje Gingrichowi, nie ma żadnych "wyznawców szariatu", tak jak nie ma wyznawców katechizmu i nie ma wyznawców halachy. Zaś hodowca chomików i ogierów być może świetnie czułby się w narodowo-katolickim odpowiedniku Arabii Saudyjskiej i wolno mu tego pożądać, tak jak mnie wolno uważać go za idiotę, szukającego taniego poklasku.
_________________________________
Nawiasem mówiąc, spośród krajów zwyczajowo łączonych z tradycją zachodnią, jest tylko jeden taki, w którym sądy szariackie są legalne, a ich wyroki sytuowane w lokalnym systemie prawnym. Ciekaw jestem, czy ktoś z czytelników zgadnie, o który kraj chodzi?
________________
Dla ułatwienia dodam, że nie piszę o Tracji Zachodniej - tam to działa na zasadzie podobnej do uznawania u nas ślubów zawartych w związkach religijnych, czyli decyzje "rodzinne" muszą być potwierdzane w sądach świeckich).
+Marlow
OdpowiedzUsuńI jeszcze spinając, to co się praktykuje względem innych religii niż islam w AS, koncepcje na deportacje zwolennków szariatu, "chomika polskiego" z myślami Heschela. Owszem, rabbi Heschel napisał o religiach, że "żadna nie jest samotną wyspą". Wprawdzie chodziło mu głównie o relacje judaizmu i chrześcijaństwa, to zauważył wówczas również rezerwę z jaką podchodzą reprezentanci różnych religii do kwestii ekumenizmu. Dlatego zaproponował "spotkanie" na płaszczyźnie zjednoczenia, którą jest odpowiedzialność za życie przed Bogiem ("Przede wszystkim jednak, chociaż różne są nasze dogmaty i formy kultu, Bóg przecież jest ten sam".)- Tylko jest mały kłopot, polegający na tym, że muzułmanie uważają, że skoro im objawił się Bóg (poprzez Mahometa) jako ostatnim (po wyznawcach judaizmu i chrześcijanach) , to oznacza, że islam jest najważniejszą, bo ostateczną, formą wiary w Boga i należy się na islam nawrócić. Nie ma mowy o ekumenizmie.
Na marginesie ciekawy, osobisty pogląd jezuity W. Żmudzińskiego na temat Allaha:"Jeśli przyjąć, że Allah to ten sam Bóg, w którego wierzył i któremu zawierzył Abraham i Mojżesz oraz który posłał swojego Jednorodzonego Syna, by oddał za nas życie, to obraz tego Boga muzułmanie bardzo zniekształcili. Nie wierzę w takiego Boga, jakim go przedstawiają wyznawcy islamu. Uważam, że obraz Boga jaki oni mają jest obrazem fałszywym. Jestem także przekonany, że to nie Bóg w którego wierzą Żydzi i chrześcijanie posłał Mahometa. Wiemy jednak, że Bóg jest jeden jakkolwiek byśmy Go nazywali. Dlatego też jeśli Allah to ten sam Bóg, w którego my wierzymy, to muzułmanie nie znają Allaha a czczą jedynie swoje wyobrażenie o Bogu a nie Boga". - Jak widać pogląd ten pozostaje również w opozycji do propozycji spotkania Abrahama Heschela. :-)
http://www.catholicherald.co.uk/news/2016/05/23/pope-francis-welcomes-sunni-muslim-leader-to-vatican/
Usuń[img]http://i.imgur.com/npcC9bE.jpg?1[/img]
Ale co oni tam wiedzą, w końcu to tylko papież i jakiś tam szejk, pewnie z McDonaldsa. O żadnym dialogu nie ma mowy...
Z dzisiejszej dyskusji o wyższości masła nad margaryną dowiedziałem się, że ciemne pieczywo jest lepsze niż białe.
OdpowiedzUsuńNoooo... Bardzo ryzykowna teza...
Usuń[img]http://i.imgur.com/VwpX16d.png[/img]
+Marlow
OdpowiedzUsuń"2.Czy mógłbym prosić o źródło cytujące to, co miał powiedzieć Patric Calvar? Bo mam dziwne wrażenie, że tu też doszło do radykalnego przeinaczenia jego słów, o chronologii nie wspominając..."
Zajrzyj do "Wprost" Wróblewski o tym pisze. :-)
http://www.bloomberg.com/view/articles/2016-07-15/why-terrorists-keep-succeeding-in-france
http://www.express.co.uk/news/world/688821/Patrick-Calvar-intelligence-chief-warns-France-on-brink-of-civil-war-migrant-sex-attacks
Myślę, że Gingrich, mówiąc "wyznawcy szriatu" ma na myśli islamistów, co generalnie oznacza, że chodzi o wyznawców islamu. I jeszcze trochę się wydarzy, a stanie się to, co dzisiaj wydaje Ci się nieprawdopodobne - islam będzie tak traktowany, jak komunizm i nazizm.
Wiesz dialog jest możliwy, jedynie z tymi, którzy chcą rozmawiać. Dialog oznacza wzajemne oczekiwania. Kiedy nie ma ochoty na dialog, któraś ze stron, albo dwie to jest pozamiatane. I mam tu na myśli szerki dialog, a nie kilku osób, nawet jak są to przywódcy.
Pamiętasz jaki sprzciw wywołał wśród ortodoksyjnych katolików fakt, że Jan Paweł II pocałował koran?
"Koran mimo, że zawiera elementy prawdy, zawiera także jadowite ataki na Bóstwo Chrystusa i na chrześcijańską naukę i to sprawia, że w żadnym przypadku nie jest rzeczą odpowiednią dla Wikariusza Chrystusowego jego pocałowanie".
http://www.fronda.pl/blogi/zyl-w-ziemi-us-czlowiek-imieniem-hiob-hi-11a/dlaczego-papiez-pocalowal-koran,16225.html
Dlatego Heschel zaproponował iście Salomonowe rozwiązanie - ten sam Bóg. Heshel wyprzedzał swoimi myślami czas pewnie kiedyś inni (wierzący) też do tego dojdą . Pytanie kiedy i za jaką cenę ?
Do "Wprost" przestałem zaglądać czas jakiś temu, to, co się tam ostatnio dzieje jest poniżej krytyki. Szczęśliwie widzę obszerne cytaty w Wirtualnej Polsce - więc bardzo dziękuję! Mam, mianowicie, takie hobby - kolekcjonuję najbardziej dramatyczne przykłady medialnego zidiocenia, a to "przetłumaczenie" słów Patrica Calvara świetnie tu pasuje.
UsuńPo pierwsze, Calvar nie mógł zmienić zdania, ponieważ i ten prawdziwy cytat o skrajnej prawicy, i to idiotyczne przekręcenie o "walce kultury muzułmańskiej z frankońską", pochodzą z tej samej wypowiedzi - z częściowo utajnionego przesłuchania Calvara, składanego przed komisją parlamentu francuskiego 10 maja 2016. Calvar nie jest idiotą i sam sobie nie zaprzecza.
Mówił natomiast Calvar o tym, iż trzeba odróżnić kogoś, kto jest "frankofonem" a więc "osobą mówiącą naturalnie po francusku, od obywatela Francji, czy choćby od kogoś posiadającego prawo pobytu (M: ponieważ np. mieszkańcy niektórych krajów Afryki Północnej mogą całkowicie wtopić się w tłum Francuzów):
Nous ne prenons souvent en considération que les Français ou les personnes résidant en France. Or nous sommes désormais obligés de réfléchir dans le cadre plus large de la francophonie. En effet, de nombreux Nord-Africains se trouvent dans les zones considérées : beaucoup de Tunisiens, un peu moins de Marocains et d’Algériens.
Większość tekstu to całkiem rozsądna analiza zagrożeń, wskazanie słabych punktów systemu, propozycja ich wyeliminowania i wskazanie na nieuchronność kolejnych ataków (M: tu zob. mój wpis powyżej o zaangażowaniu militarnym Francuzów...)
Na końcu bardzo długiej wypowiedzi jeden krótki, dość oczywisty moim zdaniem, akapit o tym, że populistyczna ultraprawica tylko czeka na pretekst do konfrontacji.
http://www.assemblee-nationale.fr/14/cr-cdef/15-16/c1516047.asp
I tyle. !000 słów potrzeba do wyjaśnienia jednego pseudotłumaczenia popełnionego przez przed dziennikarzynę, któremu wyrażany liczbowo iloraz intelektu opadł (mam nadzieję, że tylko chwilowo) do poziomu standardowej długości męskiego narządu rozrodczego wyrażanej w calach...
Tekst z Bloomberga, choć uproszczony, jest sensownym streszczeniem, Express, jak zwykle, manipuluje, ale przynajmniej nie przekręca słów Calvara.
O sporach teologicznych nie będę się wypowiadał. Spory teologiczne, prawdę mówiąc, specjalnie mnie nie interesują.
Czy aby przypadkiem Amanda nie próbuje Cię przekonać, że jej Absolut jest lepszy od cudzego? Wydawało mi się dotąd, że ten jedyny, uznawany przez Ciebie, dotyczy zupełnie innego poziomu duchowości, ale dyskutujcie... ;)
OdpowiedzUsuńBo też aspekt teologiczny to już naprawdę nie moja działka.
UsuńJa w tym wszystkim jestem za zachowaniem rozsądku i równowagi - bardzo podoba mi się, przyznam, to, co Francuzi robią w rejonie Sahel, trzeba jak najszybciej łatać ujawniane, liczne dziury w systemie zabezpieczeń (np. we Fracji tylko bardzo mała komórka zajmuje się problemem islamistycznej rekrutacji w więzieniach - która stała się ponoć ostatnio najważniejszą metodą rekrutacji) i trzeba radykalnie zmienić myślenie o systemie integracji imigrantów (bo obecny źle działa).
A w tak zwanym międzyczasie nie warto podgrzewać atmosfery dla taniego poklasku, jak to robią ci wszyscy hodowcy chomików i ogierów, różne Warzyszajsy i Nijacy (wyraźnie lepiej być Kiepskim, niż Nijakim...), a ostatnio redaktor Hadaj w kretyńskiej apologezie Busza Juniora (perełka w mojej kolekcji).
Do Afryki walczyć nie pojadę, na służbach się nie znam, to przynajmniej hodowcom chomigierów mogę jakiś tam odpór dać...
[img]http://i.imgur.com/hTz3SBb.gif[/img]
Marlow, teologia to już jest i tak jakieś samoograniczenie. Nie rozumiem celu tej nauki, ale jednak taki pierwszy z brzegu teolog religii katolickiej nie zajmuje się udowadnianiem wyższości swoich religijnych przekonań nad tym, co doprowadza do metafizycznych uniesień tybetańskiego mnicha. Dla mnie jałowa dyskusja a jakoś na działania islamskich zwyrodnialców reagować trzeba. Tylko czy naprawdę musimy się w tym celu cofnąć o 500 lat do chrześcijaństwa z czasów wypraw krzyżowych?!
OdpowiedzUsuńKażdy postrzega swoją rolę we Wszechświecie jak umie. ;)
No, to prawda jest. Się zgodzę prawie całkowicie. W kwestii "prawie" być może zresztą też się zgodzimy.
UsuńChodzi tu o to, że ja autentycznie mam sporo szacunku dla teologii, ale traktuję ją nie w kategoriach nauki, a raczej jako specyficzną gałąź literatury, której autorzy lokują swoje rozważania w mitycznej rzeczywistości, na którą wspólnie się zgadzają, i której szczegółowe założenia dyskutują.
Co już dawno temu niejaki Protagoras znakomicie wyłożył.
[img]http://i.imgur.com/Ouilmz4.gif[/img]
Moim zdaniem, tezy: "Jedyna droga to delegalizacja islamu jako zbrodniczej doktryny politycznej" nie da się z żadnego punktu widzenia i żadnym sposobem obronić. Jest po prostu głupia. Równie dobrze można zdelegalizować planetę Wenus. Wyznawcy islamu stanowili, w 2009 roku, prawdopodobnie 23% ziemskiej populacji. Czyli 1,57 miliarda ludzi było muzułmanami. We Francji jest może z 6 mln muzułmanów, z 35 mln katolików, z 15 mln ateistów. Prawdopodobnie 3 mln muzułmanów praktykuje. Między sobą oraz z niewiernymi wojują fundamentaliści islamscy. Ich należy wykryć, izolować czy deportować i tyle.
OdpowiedzUsuńCo też w sumie najlepiej podsumowuje całą sytuację.
UsuńPozdrawiam cię serdecznie!
Dzięki, Ja Ciebie też. Swoją drogą, o Bliskim Wschodzie oraz islamie mam mętne pojęcie, ale i tak zdumiewają mnie bardzo uproszczone, jednostronne opisy islamskiego terroryzmu. Nie wiem, na przykład, czy konflikt sunnici - szyici jest raczej lokalny i podszyty polityką, czy też dotyczy wszystkich muzułmanów. Czy szyici werbowani do is zdają sobie sprawę jak is traktuje szyitów w Iraku itd. Chyba popełnię wpis złożony z takich pytań.
Usuń@Henryk
OdpowiedzUsuńTyle, że przecież nie o walkę z terroryzmem chodzi autorom takich wpisów jak ten, który stał się zaczątkiem powyższej dyskusji.
Chomik, który mieszka w stajni i oczywiście nie jest ogierem, to populistyczne hasełko, które jak lep na muchy przyciąga ludzi z niedostatkiem umiejętności samodzielnego myślenia.
Nikt w tym środowisku nie będzie się zastanawiał nad mechanizmami rządzącymi islamskim terroryzmem. Wielu chętnie powtórzy za to tezę o konieczności delegalizacji islamu.
A św. Wojciecha, który był wzorcowym terrorystą chrześcijańskim, jakoś nikt z ołtarzy nie usuwa...