Prof. Zbigniew Mikołejko, filozof par excellence.
Parę miesięcy temu w Pyrlandii wprowadzono nowy urząd, mianowicie Pana Oficera Rowerowego. Jak donosi Echo Stonki Ziemniaczanej, został nim Były Aktywista z Łodzi. Czasy się zmieniają, a aktyw ma się równie dobrze, jak pół wieku temu. Pożytek jest obopólny, bo Pyrlandia zyskała Pana Oficera, a w Łodzi... Otóż westchnienie ulgi jakie rozległo się w Łodzi było tak gromkie, że aż w Kaliszu pojawiły się ostrzeżenia o nadciągających wichurach. Nie będzie to wszak wpis o oficerze rowerowym, któremu dajemy kolejną szansę.
(To ze starego dowcipu: Daj jej szansę! Daj jej szansę! Dowcip nie był śmieszny, ale sytuacja też nie za bardzo...)
Nie. To zbyt przynębiający temat. Panu Oficerowi dedykujemy Piosenkę Młodych Aktywistów, i przechodzimy do właściwego, artystyczno-filozoficzno-zoologicznego tematu.
. . .
Pisząc niegdyś o Klimcie, zacytowałem entuzjastycznego krytyka, który przypisał Gustawowi odkrycie nowej istoty - Kobiety Wiedeńskiej. Że wszak przyroda chętnie zmierza ku zachowaniu równowagi, godny podziwu rozwój Kobiety Wiedeńskiej też musiał przecież znaleźć swą przeciwwagę. I oto znalazł, też w centrum Europy, choć nieco na północ od Wiednia, a znalazł ją w kolejnym, nowym gatunku, który moi zaprzyjaźnieni antropolodzy z Kisłowodzkiego Instytutu im. Psa Pawłowa wstępnie określili nazwą:
LETNIA ROWERZYSTKA
Poza miesiącami letnimi, Letnia Rowerzystka przez większość roku występuje na plastikowych krzesełkach środków komunikacji miejskiej, preferując jednak wnętrza samochodów osobowych, w których niestrudzenie i altruistycznie, bezcennymi uwagami i wskazówkami poprawia niedostateczne opanowanie sztuki kierowania pojazdem mechanicznym, demonstrowane przez niegodnego partnera godowego Letniej Rowerzystki.
(Opisując samczyki odwracamy płci. Albo i nie - co tam komu pasuje.)
Nadciąga w końcu piękny letni dzień przepoczwarzenia, i Letnia Rowerzystka, przywdziana w bardzo profesjonalny strój sportowo-naturystyczny, dosiada stalowego rumaka (bez skojarzeń, bardzo proszę, chodzi o rower, nie o środki politycznej dyskusji a'la Janusz Palikot) i podąża szlakiem romantycznej przygody, przy okazji odważnie zmagając się z chamstwem i drobnomieszczaństwem, dwiema plagami toczącymi ulice naszych metropolii.
Jadę więc sobie rowerem w pięknych okolicznościach przyrody, a konkretnie ścieżką rowerową wzdłuż jednej z głównych dróg miejskich w prastarej stolicy Krainy Podziemnej Pomarańczy. Na lewo blok, na prawo blok, a przy ścieżce rosną krzaczki różne i drzewka wszelakie, te ostatnie wzrostu wprawdzie nikczemnego, ale rozgałęzione ponad wszelkie pojęcie. Lokalną faunę reprezentuje kilka brudnawych gołębi i, naturalnie, nieodłączna Biedronka - gatunek wprawdzie inwazyjny, ale niekiedy zaskakująco użyteczny. W myśl zrehabilitowanych koncepcji Władysława Strzemińskiego masy robotnicze miały tędy radośnie do pracy tuptać, więc chodnik jest spory, ma prawie 4,5 metra szerokości, w porywach do 6. Porywy powstały w ten sposób, że wylewający asfalt byli lekko naprani i trochę im porywało orientację przestrzenną, dzięki czemu mamy niekiedy jakże potrzebny zapas dla zataczających się części mas wracających z roboty.
Drogą sznur samochodów jeździe sobie wprost przed siebie, jak to niegdyś pięknie śpiewał Mieczysław Wojnicki, a konkretnie to jedzie do cetrum, lub zeń powraca. Na chodniku pusto, jako że wiara tymi samochodami, motorami i
Zaraz się ktoś tu przyczepi, że baną to się jeździ, żeli kasy się nie ma. Przyczepiaczom wybaczamy, zapewne nie chce im się nóg myć i rzadko bywają w cywilizowanych rejonach kraju, to i nie dziwota, że nie wiedzą, ile bilety kosztują... Dziś już, Drodzy Przyczepiacze, nie wystarczy na tramwaj zaszczekać, i na regularne przejazdy baną kasy trzeba zdecydowanie więcej, niż na
Oczywiście, taki zakup biletu na banę to są zawsze dobrze wydane środki, gdyż w zamian uzyskujemy bezcenną możliwość rozkoszowania się - jak to kiedyś reklama Axe głosiła - najbardziej zmysłowymi z zapachów miasta. (Pełna blokada zmysłów gwarantowana!)
Doznanie to nie budziło mojego zakłopotania.
Przeciwnie, czułam ogromne uniesienie.
Wykonywałam na rowerze zdumiewające akrobacje.
Ludzie gromadzili się wokół, a ja
występowałam wśród pełnych podziwu spojrzeń!
Na chodniku więc ludu mało, czasem tylko hipochondryczny emeryt się przemknie pod rozłożystymi gałęziami, przyciskając do bohaterskej piersi zdobyczną tytkę ekoparówek - 25% mięsa! Innym razem chimeryczna emerytura pospieszy do Przychodni Osiedlowej, pogawędzić z sąsiadkami.
To w ogóle jest bardzo ciekawa, świecka tradycja, iż lokalne przychodnie przejęły funkcje kawiarni i służą głównie jako kluby dyskusyjne dla seniorów. Rozmowy też przecież leczą, a choć tylko w tym wyrtlu żyje pewnie z kilkanaście tysięcy osób, to kawiarni - jak na lekarstwo...
Nie miał nasz smutny, asfaltowy chodniczek zbyt wielu użytkowników, ale oto pomyślał sobie kiedyś jeden z poznańskich urzędników miejskich, że skoro chodnik szeroki jak ch... (za przeproszeniem - "jak cholera") i przy tym pusty, to można przecież wydzielić ścieżkę rowerową, i będzie z tego jakiś pożytek. Co świadczy o tym, że jakimś cudem uchowało się w mieście paru urzędników, którzy myślą, i to nawet myślą logicznie.
(Logicznie, tak, ale jednak mało postępowo. Aktywista zażądałby, by rowery jeździły jezdniami, wypierając stamtąd samochody, które powodują globalne ocieplenie. Takie są efekty zbyt małej zawartości białka w diecie aktywistów.)
Mamy więc coś ze dwa i pół metra chodnika, biała linia, i prawie dwa metry ścieżki rowerowej (plus, w porywach ciut więcej z losowo wybranej strony).
...i oto widzę ją, z daleka, nadciąga niczym letnia burza, z oszałamiającą prędkością prawie 20 km na godzinę!
Letnia Rowerzystka - oczyma własnej
wyobraźni...
Wraca, zmęczona i dumna, z wyczerpującej, godzinnej wycieczki z partnerem godowym. Już wyczuwa bliskość stanowisk lęgowych, wyprzedziła więc właśnie partnera i gna do przodu na swym rowerze górskim marki Krzyż Pański, sprawna taka (mimo zauważalnej chwiejności), taka dzielna, taka postępowa i ekologiczna!
Ale cóż to?!
O zgrozo!!!
POŁOWA ŚCIEŻKI ROWEROWEJ ZAJĘTA PRZEZ IDĄCĄ W TYM SAMYM KIERUNKU...
... W Ó Z K O W Ą!!!
- Rzeczywiście, tu muszę potwierdzić, jakieś dziewczę wydzieloną z chodnika ścieżką rowerową popycha wózek, trzykołowy, otwarty, ze śpiącym w nim pasażerem w wieku circa roku i pół. Ja zaś jadę w kierunku do obu pań przeciwpołożnym, jadę niezbyt szybko, bo tryby kasety mam już tak wyostrzone, że japońscy wojownicy ninja się do mnie zgłaszają z propozycją odkupienia - na te ich gwiazdki do rzucania (a wymienić ciągle
Pędzi Letnia Rowerzystka, pędzi, a w oczach jej narasta w równym stopniu potworne przerażenie i żądza mordu.
Jak śmie wredna wózkowa (jak te potwory słusznie nazwał Wybitny Polski Filozoff), zajmować przestrzeń na ścieżce rowerowej, skoro obok ma obok 3 metry chodnika, ta wredna suka?! Jak śmie blokować drogę ekopostępowej Letniej Rowerzystce?!
Narasta żądza mordu, narasta i przerażenie Letniej Rowerzystki, powodowane po części nieziemską prędkością 20 km na godz., a po części wspomnianą, trudną do wyjaśnienia chwiejnością, być może powstałą w wyniku mikro-huraganów wywołanych globalnym ociepleniem, bo przecież niezwiązaną z brakiem kolarskich umiejętności.
A wózkowa idzie, nieświadoma rosnącej za nią fali mrocznych emocji, spacerkiem idzie, w wózku przednie kółko się ciut kolebie (ale nie tak bardzo jak w rowerze Letniej Rowerzystki), na pasażera wózkowa spojrzy, pasażer śpi.
"Damy na bicyklach". Za: Eduard Fuchs,
Illustrierte Sittengeschichte vom Mittelalter
bis zur Gegenwart, 1909.
Pędzi Letnia Rowerzystka, a w pięnych, romantycznych jej oczach - lekko przesłoniętych tem sportowem, ciemnem okularem - widać już nieskończone pokłady mordu i strachu. Przez te pokłady rozum przebić się nie jest w stanie, emocje już same tylko Rowerzystką kierują i instynkty; o dzwonku zapomniała, o hamulcach zapomniała, drogi nie widzi, jest tylko ona, ten pęd, i ta potworna, obsesyjna konieczność wyminięcia przeszkody...
...z lewej strony.
To, swoją drogą, ciekawe zjawisko psychologiczne. Po prawej stronie wózkowej jest prawie trzy metry pustego chodnika, ale przecież NIE WOLNO WYPRZEDZAĆ Z PRAWEJ!
Wieszczu, gdyby dożył, zawołałby do Letniej Rowerzystki:
To dzień biały! To miasteczko!
Przy tobie nie ma żywego ducha!
Słuchaj dzieweczko!
Ona nie słucha. Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha...
Na ten przykład, z prawej strony, z prawej wózkową bez problemu wyminie trzylatek uczący się jeździć na trójkołowcu, z radosnym chichotem zjeżdżając ze ścieżki rowerowej na część dla pieszych, aktualnie pustą jak połówka po imprezie w akademiku Politechniki Pyrlandzkiej. Po lewej stronie wózkowej też jest jeszcze sporo miejsca, plus niewielki pas trawnika oddzielającego chodnik od jezdni - i w sumie z lewej wyminie ją bez problemu średnio sprawny cyklista. Zaznaczmy wszak dobitnie, że trzylatek wybierze prawą stronę - dzieci w tym wieku są już bardzo inteligentne, prawie na poziomie psa.
Letnia Rowerzystka trzylatkiem szak nie jest i sam Zeitgeist, czy inny Duch Histerii, każe wymijać bezwarunkowo z lewej, więc desperacko szarpie za kierownicę, nie wie, dlaczego zachwiała się w prawo, odkręca mocniej, chwieje się w lewo, o włos w uchu mija wózkową, zahacza o trawnik, cudem łapie równowagę, o centymetr unika bliskiego kontaktu ze słupem latarni, rozchlapuje kałużę...
UFFFF...
Przeżyła! Dokonała tego! Raz jeszcze okazało się jak bezkonkurencyjne są jej cyklistyczne umiejętności, Maja Włoszczowska nic na nią nie ma! (Przypadkowo, Maja też jeździ na rowerze marki Krzyż Pański, ale oczywiście nieporównanie gorzej od Letniej Rowerzystki.)
Wreszcie może Letnia Rowerzystka odetchnąć z ulgą. Przypomniała sobie o hamulcu, więc zwalnia, ze zgrozą kręci głową i mijając mnie, rzuca potępiające:
- Głupia baba!
Wypowiedziane fantastycznym, scenicznym szeptem tak, by wózkowa na pewno usłyszała. A
ja mogę tylko, dusząc się ze śmiechu, zatrzymać mojego starego górala, obejrzeć się, i zawołać śladem oddalającej się sportsmenki progresywnej:
- Ale która?! KTÓRA?!
. . .
Letnia Rowerzystka - skrzecząca rzeczywistość...
Przepisy drogowe to, w znakomitej większości, dobra rzecz. Stosujemy się do nich, bo zazwyczaj bardziej ułatwiają, niż utrudniają życie. Ale może jednak nie przeginajmy.
Mógłbym tu wózkową usprawiedliwiać - że po prawej chodnik rozryty korzeniami i bardzo trudno wózek popychać (bo, jak raz, tak jest), że po ulewie kałuże, rowerem przejedzie, ale z tym wózkiem, no trudno itd. (i tak faktycznie jest...). Mógłbym napisać, że w sumie kodeks drogowy ścieżkę rowerową biegnącą chodnikiem traktuje jako część chodnika, i że bardziej od przepisów obowiązuje tu zdrowy rozsądek (tak jest!), ale...
Ale naprawdę nie o to chodzi, czyj przepis bardziej z kraja.
Przecież, u licha, skoro nigdzie żywej duszy, to niech dziewczę sobie tą ścieżką rowerową wózek pcha na zdrowie. Co mi to szkodzi? Będę chciał, wyminę ją z prawej, będę chciał, zwolnię, wyminę z lewej, no co, opony mi się bardziej zużyją?
Przepisy to dobra rzecz, powtarzam to raz jeszcze, szak pamiętajmy:
To właśnie pedantyczni wyznawcy przepisów, pozbawieni zarówno umiejętości, jak i takiej najzwyklejszej, ludzkiej życzliwości, zapełniają 10 krąg piekła - ten krąg, do którego Wergiliusz Dantego w Boskiej Komedii już nie zaprowadził, bo są tam grzesznicy, których nawet pozostali mieszkańcy otchłani się wstydzą.
Pedanterią przecież w żaden sposób braku umiejętności nie zamaskujemy, gorzej jeszcze, bo jakiś złośliwy kundel obszczeka, i nastrój nam zepsuje na resztę wieczoru.
Lepiej zwolnić, od tego są hamulce, a na skrzyżowaniu i tak czeka czerwone światło.
A zamiast szastać pedanterią, lepiej dojechać parę minut później i zafundować sobie pedicure (jeśli w tę stronę podążają nasze preferencje), czy ulubiony napój (to bardziej w moje wersji, ale przymuszać nikogo nie będę), zachowując dobry nastrój i tę odrobinę życzliwości...
Czego wszystkim rowerzystom i rowerzystkom, nie tylko tym letnim, życzę!
_____________________
Na filmie poniżej: grupa kryminalistów, rzekomo kochających rozrywkę, łamie wszelkie możliwe reguły ruchu drogowego, i tylko cudem nie napotyka furii wcielonej w postać Letniej Rowerzystki...




+Marlow
OdpowiedzUsuńAch! - To westchnienie ciśnie mi się jako pierwszy komentarz.- Cóż za forma! Cóż za treść ! Aż miło poczytać do porannej kawy.:):):) Poważnie...
Tyle wątków, że nie wiem od czego zacząć. Może od końca, czyli od Wiednia. Z ogromną przyjemnością kolejny raz przeczytałam Twój wpis o Wiedniu. Trochę tu i mojej w tym prywaty, gdyż "już za parę dni, za dni parę"...wybieram się do Austrii (tak zmiana planów, Grecja poczeka) i poniekąd potraktuję Twoje informacje o Klimcie, jak przewodnik po Wiedniu i sztuce wzbogacając swoje zachwyty o refleksje zaczerpnięte ze "Złotej Damy".
Teraz przejdę do myśli Profesora Mikołejko. Badzo cenię Profesora i lubię go czytać. Na pewno wie, co pisze i biorąc pod uwagę tą straszną traumę, jaką przeżył posiadając wyjątkowo toksyczną matkę pogardliwą nazwę "wózkowa" potraktuję jako sposób odreagowania koszmarów dzieciństwa. Ale wracając do interesującego wpisu traktującego o istotnym problemie, jakim jest agresja kierujących pojazdami. Według psychologów agresywny kierowca ( w tym rowerzystki) to typowi narcyzi. Niska samoocena napędza gniew, którego ujściem może być każdy inny użytkownk drogi. Zachowania ryzykowne ( a jest nim nadmierna prędkość na jednośladzie) są intencjonalne. Narcyz (bądź Narcyza) wchodząc w konflikt rozładowują emocje. W opisywanym przez Ciebie przypadku obie Panie mogły mieć silny rys narcystyczny i obu przypadkach mogło to być zachowanie intencjonalne, co nie znaczy, że mogła to być po prostu jedynie głupota i brak wyobraźni. Tak, czy inaczej, głupich i agresywnych rozbraja się najlepiej kulturą. No i oczywiście zawsze trzeba pamiętać o podstawowej zasadzie obowiązującej na drodze - ograniczonego zaufania.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń+Amanda Ray Przede wszystkim, dziękuję w imieniu Gustawa i własnym - jeśli tamten wpis do czegokolwiek mógłby się przydać, szczerze się cieszę, i szczególnie gorąco polecam Café Central!
OdpowiedzUsuń;-)
Tak ogólnie to też Ciebie i pozostałych, wczesnych czytelników, ciut przepraszam, wrzucanie wpisów nad ranem powoduje, że następnego dnia zawsze znajduję kilka błędów (nie tylko literowych. :-( )
Co do konkretów - to bardzo ciekawe co piszesz o Mikołejce. Też miałem wrażenie, że to jest odreagowywanie czegoś, choć nie miałem pojęcia czego. To bardzo inteligenty facet, ale tu go trochę inteligencja zawiodła, bo choć samo zjawisko istnieje, i nie ma dwóch zdań, to przecież niepotrzebnie agresywna forma jego uwag powoduje, że zamiast je, choć częściowo, zniwelować, on je faktycznie wzmocnił. Ten tekst z wyborczej jednak miał dość znaczny oddźwięk, i jest, mam wrażenie, grupa wózkowych, które wprawdzie go nie czytały, ale o nim słyszały od psiapsiółek, i zaczynają wykazywać objawy syndromu oblężonej twierdzy...
Owszem, zwalczanie opresji opresją jest skuteczne, ale w wypadku powszechnych zachowań społecznych, ostatecznie prowadzi do zastąpienia jednej opresji przez inną - jak mi się wydaje. Inaczej - opresję fizyczną (wojnę etc.) można w pewnym momencie zatrzymać, taką społeczną, "poglądowej" opresję zatrzymać bardzo trudno...
Absolutnie są zachowania intencjonalne - też tak myślę. Ale choć z tą częścią psychologów się w wielu wypadkach trzeba zgodzić, to może zdarzają się też inne przyczyny. Nie wiem czy nawet częściej nie wygląda to w ten sposób, że agresywne wymuszanie rzeczywistych, lub wyobrażonych praw, nie wynika z dyskomfortu, z poczucia, że wprawdzie robimy coś "właściwego", coś, co powinno powodować, że dobrze się czujemy, ale tak naprawdę wolelibyśmy robić coś zupełnie innego.
Letnia Rowerzystka pojechała z chłopakiem rowerami nad rzekę - bo tak trzeba, to zdrowe i ona w to wierzy, ale być może podświadomie wolałaby iść do multikina na komedię romantyczną i popcorn...
A wózkowe - wiadomo, ksiądz i teściowa je chwalą, ale wiele wolałoby się malować przed wyjściem do klubu, zamiast targać dzieciaka w wózku...
Tak, w każdym razie, podejrzewam.
Z tym, że akurat w opisywanej wyżej sytuacji, tej dziewczynie naprawdę trudno byłoby pchać wózek w części dla pieszych).
+Marlow
OdpowiedzUsuńKsiążka wywiad Mikołejki "Jak błądzić skutecznie" - to klucz do Wózkowych.
"Matka, czyli przemoc i agresja
Pierwsze lata dzieciństwa były dobre, a mama Mikołejki dobrze traktowała swojego syna. To skończyło się, kiedy poszedł do szkoły: "zaczęły się z nią dziać dziwne rzeczy. Nasilało się to z roku na rok: ataki przemocy, histerii, agresji wobec mnie, ale także wobec siebie samej". Profesor dokładnie pamięta napady wściekłości swojej matki: to, jak zrzuciła go ze schodów; to, że kiedy ponownie wyszła za mąż, dla niego zaczął się okres sypiania na polowym łóżku, w korytarzu, na strychu, w kuchni, u obcych. Matka biła swojego syna z pierwszego małżeństwa z Litwinem. Często i mocno. "Wszystkim, co miała pod ręką: kijem, sznurem od żelazka, często za wykroczenia żadne albo urojone. Ciskała we mnie rozmaitymi przedmiotami i wyzywała plugawymi słowami. Nienawidziłem niedziel, bo matka wracała wtedy z pracy wcześniej albo nie pracowała" - opowiada dziennikarce Zbigniew Mikołejko".
Co do Letniej Rowerzystki - A może to przypadek podobny do matki Profesora Mikołejki, frustracje związane ze związkiem wyładowała na mamie z wózkiem. A skoro już o mamie. Mamy bywają różne, toksyczne i najlepsze na świecie, a to na jaką się trafi to jest już loteria.
Na matki z wózkami zwrócił moją uwagę przed laty mój instruktor , który przygotwywał mnie do egzaminu na prawo jazdy. Nie mógł się nadziwić, że kobiety wchodząc na ulice pchają najpierw wózek. Uważał, że to jest bardzo niebezpieczna dla dziecka technika, przekraczania pasów ruchu. Rzeczywiście coś w tym jest, jak się przyjrzeć. Kobiety z wózkami różnie reagują przy przekraczaniu ulic. To też może niekiedy być intencjonalne zachowanie. Aż strach pomyśleć...
+Amanda Ray To całkiem prawdopodobne - to wyładowywanie frustracji. Fakt, że frustracji ci u nas nie brakuje...
OdpowiedzUsuń:-/
Ale ten instruktor... No nie wiem, na pierwszy rzut oka niby racja, ale jednak wchodzić na pasy ciągnąć wózek będzie strasznie niewygodnie...
;-)
Chyba zrozumiałem istotę teorii względności. Rowerzystka jedzie z oszałamiającą prędkością 20 km/godz. Ty jedziesz spokojnie z prędkością 20 km/godz. Poza tym Aktywiści zawsze wychodzą na swoje, jeśli tylko potrafią się aktualizować w czasie rzeczywistym. Piękny tekst, swoją drogą.
OdpowiedzUsuń