Po pełnych napięcia perypetiach Letniej Rowerzystki, warto, dla odmiany, omówić stosunkowo nową, relaksującą formę spędzania czasu, znaną jako:

BIKEJORING.
(Czytaj - bajk-dżoring, albo stylowo i norwegowo - bajkszoring.)
Do bajkdżoringu potrzebnych jest kilka detali, mianowicie PIES (element zasadniczy), KASK (dla poprawy aerodynamiki), ROWERZYSTA (bywa przydatny), oraz, ewentualnie, ROWER.
Żeli chodzi o rower, to najlepszy jest góral, ale może być turystyk, byle się nadawał do jazdy w łatwym terenie. W ostateczności, jak ktoś bardzo chce, może to być nawet, rzadka już dziś, krosówka, inaczej przełajówka.
Tu słowniczek dla usportowionych inaczej:
Krosówka vel przełajówka, to w sumie też kolarzówka, też z kierownicą, za przeproszeniem, na barana, i też na wąskich kołach 29", jeno na oponach z głębszym bieżnikiem do jazdy w terenie, ale zazwyczaj też bezdętkowych, jak w typowych kolarzówkach.
Rzadka dziś rzecz, bo góral, choć wolniejszy, daje jednak nieporównanie lepsze możliwości terenowe, a taką przełajówkę co i rusz kolarz musi brać pod pachę i per pedes po piachu zasuwać. Puchar świata jest przecież wciąż rozgrywany, a samą dyscyplinę z łatwością rozpoznamy po pętających się na ekranie grupkach spoconych facetów, dźwigających rowery zamiast na nich jeździć...
(Fot: Wiki)
Do bajkdżoringu nie nadają się typowe kolarzówki (rowery szosowe) i tzw. amsterdamy (rowery miejskie). Wypad, i szlus. Jedźta się lansować pod kolumną Sigismunda.
BMXy i lepsze składaki na upartego da się dostosować, z tym, że będzie ciut niewygodnie - i dla psa, i dla rowerzysty.
Niezależnie od wymienionych wyżej, niezbędnych detali, może warto jeszcze coś na siebie, oprócz wspomnianego kasku, założyć, bo choć najlepiej ten bajkdżoring wychodzi w lesie i na pustych, polnych drogach, to nawet w tak pięknych okolicznościach przyrody, zasuwanie na rowerze au naturel może spowodować, że cieszyć się będziemy nieoczekiwaną popularnością, a przedstawiciele ludności tubylczej będą tłumnie za nami gonić (niekiedy z entuzjazmem wymachując widłami...).
Na zdjęciu obok widzimy klasyczną kolarzówkę, na której siedzi bardzo sympatyczna i wyzwolona cyklistka au naturel, czyli w stroju wprawdzie w tym wypadku niezwykle atrakcyjnym, jednak znacząco zwiększającym możliwość urazu nie tylko narządów rozrywkowych, ale także innych, mniej istotnych części ciała - w tym mózgu, niestety słabo chronionego gustownym kaszkietem.
Przykład do kontemplacji, ale nie do naśladowania!
Piesy się nadają rozmaite, od mniejszych przedstawicieli średnich wielkości (klasa "skurczybyk"), po całkiem spore. Wg dość rozsądnych przepisów sportowych (bo to dyscyplina sportowa też jest, i nawet mamy w niej polskich mistrzów Europy, a co!), pies więc wg przepisów powinien ważyć minimum 12 kg - co niestety eliminuje najmniejsze ze szlachetnych ras i jeszcze spore grono niewielkich, a równie szlachetnych, psów wielorasowych. Jeśli jednak mamy psa wielkiego duchem, a niewielkiego rozmiarami, nie upadajmy na duchu, już wkrótce - opcja dla psów innych wielkości.
Odziewamy się więc stosownie, psu zakładamy uprząż barkową...
- no jak "po co?" Przecież by się udusił ciągnąc obrożą! -
...po czym, jakieś 2-3 metry smyczy przyczepiamy z jednej strony do uprzęży, a z drugiej zahaczamy do takiego specjalnego, amortyzującego dinksa przykręconego pod kierownicą roweru (pamiętając, by nie zastępować brakującego dinksa sprężyną od traktora wujka Buraka - wujek nas pogryzie, a pies nam przylutuje).
[] Na zdjęciu - Johnn (przez "nn") Molburg, znany musher ("nie chce, ale mushe!"), po raz kolejny udowadnia, że w nieco późniejszej młodości człowiek też czasem mushi!
(Fot.: MaineMadeDogSleds)
I zasuwamy, polnymi i leśnymi drogami, w miarę możliwości unikając asfaltu, bruku i wszelkich twardych nawierzchni, na których pies łatwo może poranić łapy.
Bikejøring ist das Neue Schwarz!
Ogłosił niegdyś Karl Lagerfeld po pierwszej w życiu, nieco przypadkowej przejażdżce - kiedy smycz Fafika zaplątała mu się w szprychy przedniego koła, a słynny projektant na moment zobaczył ciemność. Więc już nie ma zmiłuj się Karl, trzeba szwarcować!
Ogłosił niegdyś Karl Lagerfeld po pierwszej w życiu, nieco przypadkowej przejażdżce - kiedy smycz Fafika zaplątała mu się w szprychy przedniego koła, a słynny projektant na moment zobaczył ciemność. Więc już nie ma zmiłuj się Karl, trzeba szwarcować!
[] Na zdjęciu: pies Fafik, primo voto Mr Ashton, gryzie rękę, która go karmi... (Fot. za: W Magazine)
Oryginalna nazwa tej formy aktywności powstała podczas przyjacielskiego uścisku dłoni Amundsena i Scotta, wykonanego przed ich wyścigiem do bieguna południowego, nic więc dziwnego, że mamy tu anglo-saksońskie słówko "bike" - czyli "pedał", i staronordyjskie "jøring" - czyli "kierować jak pijany Norweg zaprzęgiem".
[] Dwaj słynni polarnicy w
przyjacielskim uścisku.
Fot.: Getty Images
Tak naprawdę, to nasz pies przewodnik tym całym interesem kieruje, i żeli go nie przekonamy, żeby był uprzejmy skręcić w prawo, to skręci, sukinsyn, w lewo, a my, ile byśmy tymi pedałami nie kręcili, chcąc nie chcąc, podążymy za nim.
Więc też nic dziwnego, że psy to autentycznie, cholernie lubią, a i przy okazji zabawa jest przednia. Pies, ciągnąc rower, odciąża nas o jakieś 20-30% (zależy od wielkości psa, i od wielkości naszego śniadania) - wrażenie jest takie, jakbyśmy cały czas lekko z górki jechali.
Mistrzowie Europy i Świata na dystansach sprinterskich zasuwają w ten sposób z prędkością powyżej 50 km na godz., ale nie przeginajmy, jedźmy tym spokojnym 20 na godz., za to jedźmy trochę dłużej, bo to i dla psa radocha, i przewietrzyć się warto.
A, i wódę wodę koniecznie trzeba zabrać, i dla psa, i dla nas!
Poniżej - tak to się robi na poważnie:
Poniżej - tak to się robi na poważnie:
Rozentuzjazmowanym, przyszłym bajkdżokerom przypominamy, że dziś już wprawdzie łykend oficjalnie zakończony, ale to i dobrze, bo trzeba się najpierw przygotować, psa zaadoptować ze schroniska (amstaffy vel staffordy świetnie się nadają!), rower po dziadku ze stryszku wyjąć i odkurzyć, kask nabyć drogą kupna - plus, ewentualnie inne elementy stroju, wybrać sympatyczną trasę z mieszanką polnych i leśnych traktów (nie przeginając z trudnościami), i już za parę dni, za dni parę,...
Przyjemności!
;-)
________________________
PS. Jeszcze tylko odpowiemy na jakże trafne pytanie naszego wiernego czytelnika, pana Zenona C. z Klinów:
- Nie, drogi panie Zenonie, niestety, z kotem się nie da!
* * *


Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń+Amanda Ray Nie wiem, dlaczego, ale mnie też notorycznie dubluje komentarze.
OdpowiedzUsuńNie będę bajkdżokerował . Mógłbym napisać, że mi się po prostu nie chce, ale mam też poważny argument: potrzebowałbym raczej konia niż psa. Nawiasem: czy współrzędne trasy, po której poruszają się cyklistki au naturel są jawne?
OdpowiedzUsuńJawne, jawne, oczywiście. Ale tylko dla wybranych...
OdpowiedzUsuń[img]http://www.csell.net/2010/04/09/developersmackdown-com-stickers/wlEmoticon-wink_2.png[/img]